Czy jesteś GINK?

0
1000
views
Zdjęcie: Everton Vila na Unsplash

Tytuł oryginalny: „Are You a GINK? The Case for Green Inclinations, No Kids. Artykuł Cristina Richie – etyczki mieszkającej w Bostonie, która obecnie wykłada etykę opieki zdrowotnej na Massachusetts College of Pharmacy and Health Science w Bostonie.  Pracuje nad doktoratem z teologii w Boston College, a jej publikacje pojawiły się w kilkunastu czasopismach i magazynach.


OD SAN ANTONIO PO SINGAPUR , pary i osoby samotne osobiście rozważają swój wpływ na środowisko. Dobroczyńcy środowiska kupują produkty ekologiczne, biodegradowalne detergenty i jeżdżą samochodami hybrydowymi. Jednak jeśli chodzi o ich rozmnażanie, niektórzy nie zastanawiają się dwa razy. Kiedy popularne artykuły dziś mówią o „zielonym seksie”, zwykle odnoszą się do tego, co dzieje się przed wejściem do buduaru i zakupów, które mają na celu stworzenie zielonego życia seksualnego.

Współczesna troska o środowisko naturalne dotycząca „zazielenienia” seksu pojawiła się po raz pierwszy około pięć lat temu (art. pochodzi z 2014 roku), kiedy Grist opublikował artykuł o tym, jak uczynić doświadczenie seksualne bardziej ekologicznym . W tym i wielu innych artykułach seks ekologiczny oznacza włączenie naturalistycznego sposobu myślenia do uprawiania miłości: igraszki na łonie natury; używanie świec do ustawiania nastroju zamiast świateł; lub nawet upewniając się, że prześcieradła są w 100% z bawełny organicznej. W niektórych artykułach przyjrzano się nawet, która metoda kontroli urodzeń jest najbardziej ekologiczna i skorelowaną dystrybucją prezerwatyw w łagodzeniu zmian klimatycznych.

Inne sugestie ruchu zielonego seksu odważnie omawiały akcesoria lub ulepszacze do doświadczeń seksualnych. I chociaż są to ważne aspekty holistycznie ekologicznego życia, potoczny „zielony seks”, jak się go powszechnie rozumie, nie uwzględnia końcowego rezultatu łącznia seksu z ekologią: dzieci.

Zamiast patrzeć na to, co dzieje się przed i w trakcie seksu, musimy przyjrzeć się jego następstwom. Prokreacja, która prowadzi do zwiększonego zużycia zasobów i populacji, jest prawdopodobnie największym pojedynczym problemem w ruchu ekologicznym i należy ją uwzględnić w romantycznych uniesieniach. W końcu, jak zielony może być seks, skoro prowadzi do ogromnego zużycia CO2?

Jaki ślad węglowy ma dziecko?

Czasopismo Global Environmental Change ustaliło, że długoterminowy wpływ dziecka urodzonego przez parę w Stanach Zjednoczonych jest sześciokrotnie większy niż w przypadku dziecka urodzonego przez parę w Chinach. Każde dziecko urodzone w uprzemysłowionym świecie ostatecznie dodaje około 9 441 ton dwutlenku węgla do spuścizny węglowej przeciętnego rodzica – około 5,7 razy więcej niż indywidualny ślad człowieka. Nawet w przypadku posiadania tylko jednego dzicka, tj. rozdzielenia odpowiedzialności między dwoje rodziców liczba ta jest nadal niezwykle wysoka. Ponieważ dzieci nie są jednorazową inwestycją, taką jak samochód; rozmnażają się dalej, zwiększając wpływ dwutlenku węgla z każdym pokoleniem.

Konsumpcja gwałtownie wzrosła w rozwiniętym świecie, ale (stosunkowo rzadka) prokreacja tych dużych konsumentów znajduje się pod radarem wielu działaczy na rzecz środowiska. Wiele par uważa, że ​​jeśli mają tylko jedno lub dwoje biologicznych dzieci, nie szkodzą planecie, ponieważ myślą tylko o ogólnym wzroście populacji. Często literatura na temat środowiska będzie zawierała nawet sekcję dotyczącą „zielonego rodzicielstwa”, ale twierdzę, że jest to oksymoron.

Posiadanie dwojga dzieci w Ameryce jest jak tuzin dzieci w Chinach

Nawet równomierne zastąpienie naszego pokolenia (opcja 2+1 lub 2+2) w krajach rozwiniętych nie rekompensuje posiadania jakichkolwiek dzieci, ponieważ to i tak potęguje duży wpływ naszego konsumpcyjnego stylu życia, i vice versa. Nie ma ważniejszej decyzji dla ochrony planety niż to, czy i ile mamy biologicznych dzieci. A jeśli para ma już dziecko, żadne zielone rodzicielstwo, poza przeprowadzką do kraju rozwijającego się, nie zrekompensuje jego emisji dwutlenku ponieważ zostało urodzone w uprzemysłowionym świecie.

Dla środowiska jest lepiej, jeśli para lubi międzynarodowe podróże lotnicze, je na diecie bogatej w mięso, jeździ SUV-em, nigdy nie poddaje się recyklingowi i mieszka w dużym, wolno stojącym domu, ale nigdy nie ma biologicznego dziecka. 

Ta rażąca i sprzeczna z intuicją przesłanka została wskazana w artykule Lisy Hymas Grista na temat drugiego filmu Seks w wielkim mieście. Bohaterka, Carrie Bradshaw, jest bezdzietną kobietą, która leci do Abu Zabi, robi nadmierne zakupy, zjada dekadenckie, mocne jedzenie zwierząt [i nosi ich skóry na nogach] i rozkoszuje się konsumpcyjnym stylem życia.

Hymas twierdzi, że chociaż Bradshaw nie jest ekologiem, jest bardziej przyjazna dla środowiska niż jakakolwiek kobieta, która ma choćby jedno dziecko. Rzeczywiście, Carrie mogłaby „prowadzić styl życia, który jest dwukrotnie bardziej emisyjny niż rodzic – nawet trzy, cztery, pięć razy – i nadal wychodzić na prowadzenie”. Podczas gdy ekolodzy nie mogliby poprzeć tego rodzaju rozrzutnej konsumpcji, ci, którzy rezygnują z prokreacji, tak jak Bradshaw, są nowymi bohaterami środowiskowymi. Oni uprawiają zielony seks. Naprawdę zielony seks.

GINK oraz nowy zielony Sex Movement

GINKs [Green Inclinations, No Kids] to wyłaniająca się grupa par i singli, którzy uważają, że właściwą reakcją na kryzys ekologiczny jest życie w sposób możliwie najbardziej zrównoważony oraz brak biologicznych dzieci. Kiedy się kochają, nie rodzą dzieci. W pewnym sensie GINK to nowe DINKs [Dual Income, No Kids], ale z ekologicznym charakterem.

Podczas gdy DINK pozostają bezdzietni to ich intencje zwykle nie są motywowane dobrem środowiska naturalnego. Natomiast w przypadku GINK motywacją do powstrzymania się od rozmnażania jest wpływ każdego kolejnego dziecka na zużycie CO2. Społeczność GINK posiada również dodatkowy argument przemawiający za ekologicznym seksem: nie chcą narażać swoich dzieci na świat bardzo niepewnej przyszłości, katastrofy ekologicznej oraz zmniejszającej się różnorodności biologicznej. A kto może się z tym kłócić?

Osoby takie (GINK) są dumne ze swojego istotnego wkładu w ruch ekologiczny, nie pozostawiając po sobie śladu węglowego. GINKs, z którymi rozmawiano w The Daily Mail, argumentowali, że „posiadanie dzieci jest samolubne. Chodzi o utrzymanie linii genetycznej kosztem planety”. Świadome ekologicznie jednostki i pary nie chcą już być zawstydzone przez kulturę, która oczekuje, że ktoś będzie się rozmnażać, zwłaszcza gdy wiedzą, jakie szkody wyrządza to planecie. GINK Manifest zachęca ludzi, którzy są bezdzietni z wyboru, aby ze względu na problemy ekologiczne głosić ich status dumnie i nie owijać w bawełnę, gdy są pytani przez innych, dlaczego oni nie mają dzieci.

Mając wszystkie informacje o tym, jak kupować produkty ekologiczne lub robić zakupy organiczne, łatwo przeoczyć, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sypialni. Ekologiczny seks to nie tylko wydarzenie; jest to zobowiązanie na całe życie. Od teraz, kiedy mówimy o zielonym seksie, nasze definicje muszą zawierać największy wyznacznik tego, co czyni seks zielonym – brak biologicznych dzieci. W przeciwnym razie to tylko seks z elementami ekologii. 

Polecamy również