Seks i natura ars amandi

0
384
views
czarnobiałe zdjęcie całującej się pary
Photo by Pablo Heimplatz on Unsplash

XXI wiek nie przyniósł nam (pokoleniu 90′) wyzwolenia seksualnego, które w niewielkim tylko stopniu mogłoby przypominać rewolucję obyczajową lat 60′ XX wieku. Właściwie jest zupełnie inaczej. Nasze ego, oddzielone od ciała, stało się efemerycznym tworem pełnym problemów, kompleksów i uprzedzeń. Zaczynamy dostrzegać co jest „normalne” nie na podstawie obserwacji „natury”, ale na podstawie wyimaginowanych opinii ekspertów od seksu i seksualności.

W ostatnich latach bardzo interesowała mnie psychoterapia somatyczna i praca z ciałem. Przeczytałem praktycznie wszystkie polskie tłumaczenia Aleksandra Lowena, wcześniej tak samo potraktowałam książki Ericha Fromma, a teraz, to wszystko uzupełniłem Historią seksualności Michaela Foucaulta. Wnioski, którymi chciałbym się z Wami podzielić, mają tylko jedno źródło i wspólny mianownik – kultura, wbrew naturze oddzieliła ona nasze ego od ciała, czyli zdefiniowała miłość romantyczną, która istnieje i może istnieć niezależnie od miłości fizycznej (związanej z naszym ciałem).

Konsekwencje tego pogłębiają się pod wpływem tej samej kultury – skoncentrowanej na seksie i seksualności, które dzisiaj traktowane są dosłownie w sposób przedmiotowy. Właściwie, nie jest przesadą uznanie, że żyjemy w kulturze wulgarnej pornografii oraz miłości romantycznej jednocześnie.

Cytując A. Lowena: „Pożądanie seksualne jest wyrazem miłości, jako że jego celem jest połączenie dwóch jednostek w całość we wspólnym doświadczeniu rozkoszy. Lecz jeżeli pożądanie ogranicza się do kontaktu seksualnego, jest wąskim i ograniczonym wyrazem miłości. […] Akt seksualny nie przynosi wówczas radości ani ekstazy, którą powinien dawać” (Radość, tłum. K. Jakimowicz 2020).

Jeżeli w aktualnej wojnie płci próbuje się zdefiniować to, co jest rzekomo nienaturalne, wniosek jest tylko jeden: nienaturalne jest oddzielenie miłości od seksualności. Każdy związek dorosłych osób, których łączy miłość, nie może być zły – niezależnie od tego co robią, gdzie i jak. Wydaje się to być oczywiste, przynajmniej wśród tej bardziej wykształconej części społeczeństwa, ale to tylko pozory. Obserwując ohydny świat w którym miałem nieprzyjemność dorastać i dojrzewać, a także cały dyskurs wokół seksu oraz to, w jaki sposób ten seks sprzedaje, odnoszę wrażenie, że ten sposób oddzielenia jest naszą największą, powszechną patologią (sic!). Ponieważ, gdy słyszę „patologia normalności” przed oczami pojawia mi się słowo „seks”.

Najwyższy czas uznać, że nie istnieje miłość (romantyczna) bez seksu, ani seks bez miłości… lub… idąc dalej tym krokiem… zarówno miłość bez seksu jak i seks bez miłości stanowią przykłady patologii, która w pośredni sposób dotyczy nas wszystkich, społeczeństwa rzekomo cywilizowanego, niestety, a jest coraz gorzej…

Miłość romantyczna

Konsekwencją tego sposobu myślenia jest pilna potrzeba odczarowania miłości romantycznej, która dosłownie nie istnieje. Jest ona konstruktem społeczno-kulturowym wpajanym nam przez powierzchowność (to, jak społeczeństwo chciałoby, byśmy ją rozumieli). Podobnie jest z orientacją, ale do tego wrócę później.

Gdy się temu bliżej przyglądam, zaczynam odczuwać pewien rodzaj nieprzyjemnego dysonansu – ale tylko dlatego, że miłością romantyczną przykrywamy istotę miłości fizycznej. Jeszcze raz podkreślam: konstrukt miłości romantycznej jest tak silny, że jego istnienie (samo w sobie) osłabia znaczenie miłości fizycznej i sprowadza ją wyłącznie do seksualnego zaspokojenia.

Uznanie, że miłość romantyczna jest ważniejsza, silniejsza lub prawdziwsza od miłości fizycznej wynika bezpośrednio z uprzedmiotowienia seksualności lub płci w rzeczy samej. Ale przed uznaniem priorytetu miłości romantycznej, łączymy seksualność z czymś zwierzęcym, tj. niegodnym, upadlającym i uwłaczającym. Temu mitowi służy pornografia i jej powszechna dostępność, która dzisiaj jest dosłownie na wyciągnięciu ręki.

Pornografia

Abstrahując od tego, że pornografia uzależnia bardziej niż inne używki, jej skutki są długofalowe nawet jeżeli korzysta się z niej sporadycznie. Zalet nie ma żadnych lub są one znikome i powierzchowne. Przez długi czas uważałem, pod wpływem tak jakby piwnicznej edukacji seksualnej, że ma ona jakąś wartość. Jeżeli tak jest, to tylko na początku. Ten sam argument dot. edukacji ma też swoje negatywne skutki. Ponieważ pornografia utrwala nienaturalny obraz seksu, który powoduje kompleksy i wynikające z nich bezpośrednio zaburzenia seksualne. I właśnie z tego powodu należy przyznać, z absolutną pewnością, że w tym bilansie ma ona więcej negatywnych skutków, niż rzekomych zalet. Pornografia jest po prostu zła, a seksualność zmienia się pod jej wpływem.

Ponadto, istnieją bardzo realne przypuszczenia, że pornografia połączona z masturbacją powoduje psychogenne zaburzenia erekcji. Niestety na potwierdzenie tego brakuje wystarczających dowodów. Naukowcy zainteresowani tą korelacją nie mogą znaleźć grupy kontrolnej wśród młodych osób. Zdecydowana większość nastolatków oraz studentów sięga po pornografię, a ten kto tego nie robi, zwyczajnie kłamie. Świadczą o tym statystyki wyświetleń filmów pornograficznych w Internecie, a także to jak dobrze rozwija się ta branża, która dzisiaj wydaje się nie mieć końca. Krytyka pornografii błędnie kojarzona jest z konserwatyzmem. W rzeczywistości, ludzie mający dobry wspierający seks rzadziej oglądają pornografie… tj. swoboda seksualna bardziej sprzyja temu, by z pornografii zrezygnować.

W Internecie nie brakuje świadectw osób, które na internetowych forach dyskutują o tym, jak zmienia się ich seksualność na detoksie od pornografii. Ruch społecznościowy NoFap staje się coraz popularniejszy. Jest to kolejny dowód na to, że pornografia jest po prostu zła. Wystarczy poczytać o doświadczeniach osób, które po kilku miesiącach detoksu odzyskały sprawność seksualną bez zażywania suplementów i leków na potencję.

Mit orientacji seksualnej

Naukowcy próbują sprawdzić i ew. udowodnić, czy orientacja jest wrodzona czy nabyta. I to jest problem. Zdefiniujemy go, gdy uświadomimy sobie, że pytanie o orientacje jest źle postawione. Nie ma absolutnie żadnego znaczenia skąd bierze się nienormatywna orientacja. Uważam, że normą tj. naturą naszą wrodzoną nas wszystkich jest orientacja biseksualne, czyli de facto brak orientacji. Ale nie ma czegoś takiego jak orientacja biseksualna!!! Orientacja seksualna to konstrukt społeczny na który wszyscy się „zgadzamy”. W rzeczywistości – WSZSCY JESTEŚMY BISEKSUALNI (mniej lub bardziej) – i każdy z nas, po oderwaniu z kulturowych oczekiwań tj. kontroli społecznej – może się zakochać w dowolnej osobie (niezależnie od płci). Gdyby nie kultura i oczekiwania społeczne, płeć miałaby podobne znaczenie jak kolor skóry i włosów.

Pytanie jakie naukowcy powinni zadawać brzmi: Jak to możliwe, że ludzie nie uświadamiają sobie swojej biseksualnej natury? oraz Dlaczego niektórzy ludzie czują silną awersje do płci przeciwnej, która uniemożliwia im nawiązanie bliskiej relacji?

Według mnie poglądy dotyczące orientacji są dyskursywne. Umówiliśmy się, że istnieją 2 płcie i 3 (ew. 4) orientacje seksualne. Oczywiście, gdyby nie ta „umowa”, nie kategoryzowalibyśmy ludzi na hetero, bi i homo. Mówiąc prościej, kategoryzowanie samo w sobie jest przyczyną dyskryminacji. Tego problemu nie rozwiązuje 7-stopniowa skala Kinseya, ani żaden inny, bardziej współczesny konstrukt. Najlepszym argumentem na obalenie tych pseudo-teorii jest fakt, że ludzie o ściśle określonej orientacji mogą nagle zakochać się i/lub poczuć pociąg seksulany w nienormatywny dla siebie sposób. Ot tak… i nie wiedzą dlaczego.

Zanim uznamy, że dyskryminacja osób niebinarnych i/lub nieheteronormatywnych jest zła, zadajmy sobie pytanie, dlaczego my sami usilnie próbujemy skategoryzować płeć, orientację i np. kolor skóry? Bez „kategorii” nie ma dyskryminacji. Zdaje sobie sprawę z tego, że taki sposób myślenia jest bardzo… futurystyczny. Zakłada bowiem, pewien rodzaj tolerancji holistycznej… że etykiety, jakimi się posługujemy, nie mają żadnego znaczenia.

Wracając do tego o czym pisałem wcześniej. Jeżeli zredukujemy seksualność wyłącznie do penetracji (a taka redukcja jest formą patologizacji naszej seksualności) podział na kategorie (szufladki) wydaje się być uzasadniony. Ale nie ma on jednak żadnej racji bytu, jeżeli poszerzymy definicję o dotyk. Każdy człowiek niezależnie od swojej orientacji czuje radość i przyjemność z przytulania drugiego człowieka niezależnie od jego płci. Taki dotyk (każdy) ma pośredni związek z odczuwaniem przyjemności seksualnej.

Pułapki współczesności

Naszym największym problemem dotyczącym seksu jest to, że na warstwę spontaniczności nakładamy wzorce proponowane nam przez kulturę. I teraz… seks w naszej kulturze NIE jest tylko dawaniem sobie przyjemności. Kultura podpowiada nam (1) piętno nieczystości z jednej strony, a z drugiej (2) kult piękna. I oba te podejścia nakładając się na siebie powodują dysonans w każdy z nas. Jak to jest, że nasze fizyczne ciało podpowiada nam niespełnioną potrzebę bliskości, a jednocześnie wmawia się nam, że nasza seksualność to coś, co powinniśmy jakoś kontrolować?

Historycznie, umowa społeczna (zwana małżeństwem) jest następstwem gospodarowania i kontrolowania seksualności. Seks nie ma być powszechnie dostępny – władzy zależy na tym, by był ekskluzywny, wyjątkowy, kosmiczny, by traktować go jak Święty Graal na który musimy sobie zasłużyć. Nawet pisanie o tym budzi we mnie opór, że jest to sposób myślenia, którego nie chce akceptować ani w sobie, ani w nikim z kim będę dzielił się tymi doświadczeniami.

Nie jest i nigdy nie było przepadkiem, że rewolucje obyczajowe, jeżeli miały miejsce, dotyczyły seksualności. Wolność seksualna, dosłownie, odbiera nam „kapitalistyczną” chęć posiadania w świecie w którym wierzy się (lub chce się wierzyć), że pieniądze stanowią jej warunek. Dekonsumpcja o której mawiają ekoszury zacznie się wtedy, i tylko wtedy, gdy przestaniemy łączyć seksualność z koniecznością spełniania oczekiwań społecznych.

Spróbuję napisać to jeszcze raz, innymi słowy, ponieważ chciałbym, żeby to zadźwięczało jak złota moneta. Gwarancją seksu w neoliberalnym kapitalistycznym społeczeństwie konsumpcyjnym jest posiadanie. Oczywiście nie jest to gwarancja dobrego seksu, ale seksu w ogóle – sensu stricto.

Wszystkie oczekiwania jakie mamy wobec siebie i wobec naszych partnerów dotyczą „zasobów”. Nie zawsze chodzi o zasoby materialne. Wielu z nas bardziej od pieniędzy ceni wykształcenie, sławę, dokonane osiągnięcia, obycie w świecie kultury, znajomość jej i swobodne poruszanie się w istotnych kręgach. Robimy to wszystko, by zagwarantować sobie seks, ale… ALE… patologia tego posunęła się tak bardzo, że zasoby coraz częściej okazują się ważniejsze niż cel. Wtedy usłyszymy, że seks nie jest najważniejszy, że nie jest ważny, że jest drugorzędny. To rodzaj wyparcia… myślimy tak, gdy pomimo już osiągniętych zasobów jesteśmy skazani na słaby seks lub jego całkowity brak.

Przypomina to sytuacje konsumenta, który skuszony pstrokatą reklamą uświadamia sobie, że dał się wrobić, kupił kolejny przedmiot, którego nie potrzebuje. To samo dotyczy seksu. Dbanie o siebie (tylko o siebie) to sposób na realizowanie tej samej potrzeby. Dlatego tantrycy i taoiści często określają nasze „libido” czymś w rodzaju „energii seksualnej” która szuka ujścia. To czego nie zaspokajamy w pierwotny i naturalny sposób, zostaje w patologiczny sposób przeniesione. Wznoszenie miłości romantycznej na wyżyny doskonałości, jako czegoś czystego i niewinnego, to de facto ten sam mechanizm.

W życiu chodzi tylko o seks…

…lub miłość. Nazywajcie to jak chcecie. Niech będzie miłość fizyczna, chociaż nie ma czegoś takiego jak fizyczna i emocjonalna. Natura… powrócę do niej na koniec, aby uzasadnić temat seksu na blogu dotyczącym ekologii.

Celem wszystkich organizmów żywych jest przeżycie! Potrzeby filologiczne oraz potrzeba zapewnienia sobie bezpieczeństwa stanowią tylko środki do osiągnięcia celu nadrzędnego jakim jest przekazanie swoich genów, czyli w uproszczeniu – wszystko kręci się wokół seksu.

SEKS TO MIŁOŚĆ, MIŁOŚĆ TO SEKS!!!

Jeżeli chcesz się butować przeciwko systemowi, buntuj się miłością, dziel się nią. Władza, za pośrednictwem dyskursu odebrała nam spontaniczność nakładając na nasze życie jakieś normy społeczne. Nie dosłownie, ale w przenośni, w pewnym sensie… wszyscy mamy mniej lub bardziej odczłowieczony obraz naszej energii seksualnej i tego, co z nią robimy. Seks (miłość) jest solą naszego życia. Pozbawieni bliskości cielesnej, dotyku, przytulenia, całowania… pozbawieni tego wszystkiego, stajemy się maszynami – dosłownie umieramy, tak jak maszyny pozbawione duszy, jak komputery wykonujące polecania.

Jeżeli nie zmienimy naszego obrazu seksu, jeżeli nie uzdrowimy w sobie naszej energii, nigdy nie osiągniemy transgresji, czyli nigdy się nie przebudzimy.


Polecane książki

  1. Agnieszka JucewiczGrzegorz Sroczyński; „Kochaj wystarczająco dobrze” (2015) – książka o tym, co się dzieje, kiedy mija faza zakochania? Moja pierwsza konfrontacja z mitem miłości romantycznej przedstawiona w bardzo przystępny sposób.
  2. Marta NiedźwieckaHanna Rydlewska; „Slow Sex. Uwolnij miłość” – Seks w duchu slow to niekoniecznie seks powolny. Raczej wolny od uprzedzeń. To styl kochania, w którym liczy się bardziej to „jak” niż „ile”. Książka jest dowodem na to, że o seksie można (i należy) myśleć inaczej!
  3. Barbara Carrellas, „Współczesna Tantra” – dzięki tej książce poznasz pojęcia takie jak kundalini, chi i wewnętrzny flet oraz osiągniesz równowagę pomiędzy otrzymywaniem a dawaniem. Osiągnij szczyt rozkoszy! Mi osobiście pozwoliła zrozumieć odkrywanie swojej kobiecości (w męskości), a także potrzeba odkrywania męskości (w kobiecości).
  4. Daniel Reid, „Tao seksu i długowieczności” (lub 2 i 3 rozdział w „Tao zdrowia, seksu i długowieczności”) – Część Tao seksu i długowieczności jest poradnikiem niezwykłym, tak jak niezwykłe dla człowieka Zachodu jest chińskie podejście do seksu i w ogóle ludzkiej kondycji. Człowiek widziany oczami taoisty jest elementem wszechświata i działających w nim sił, co więcej – jest tegoż świata i tychże sił odzwierciedleniem, małym kosmosem. Seks to nie tylko przyjemność czy obowiązek – to tygiel wewnętrznej alchemii, w którym warzą się kosmiczne siły wykorzystywane przez adeptów tao do osiągnięcia długowieczności.