Prawda jest krainą bez dróg

0
798
views

Gdy przejmujesz się, że głową naszego państwa po raz kolejny została osoba, które rzekomo się do tego nie nadaje, ja codziennie przeglądam wykresy prezentujące powierzchnię lodu w zasięgu globalnym. Ty segregujesz śmieci, a ja myślę o tym, ile nam jeszcze pozostało „względnej normalności”. Organizujesz kolejny strajk, protest i demonstrację, zachęcasz do udziału innych, poszerzasz siatkę wolontariuszy… działacie, organizujecie się, ale przede wszystkim walczycie… a potem obrywasz rykoszetem prosto w ryj: „to i tak to nic nie zmienia”.

Dlaczego uważasz, że zmiana jest konieczna?

A właściwie, dlaczego tak trudno uwierzyć nam w oczywistą oczywistość? Czy nikt nie widzi słonia w tym pomieszczeniu? Zaczyna się panoszyć, wyć, trąbić… krzyczy tak jak krzyczałaby Matka Ziemia!!! Czy nie macie dość słuchania, że trzeba coś robić, że trzeba działać? Obawiam się, że to „trzeba” cały czas wpycha nas w jeszcze większe tarapaty. Skazujemy się na porażkę, a mimo to, robimy wszystko, by coś jeszcze naprawić, aby coś zmienić. Dobrze, że nie mam dzieci… pomyślałem…

Zakochałem się… nagła zmiana tematu? Czy jest coś ważniejszego od miłości? Czystego uczucia najwznioślejszej emocji jaka może nam towarzyszyć? MATKA ZIEMIA PŁONIE, ZAMIENIAMY SIĘ W PYŁ, JAK KOCHAĆ, GDY WSZYSTKO UMIERA…?

WRÓĆ… będzie chaotycznie, jak w miłości, jak w zakochaniu. Może Bill Gates nas uratuje, może zasłoni słońce, może będzie ciemno, może przeżyjemy… czy musimy?

Wszystko jest absurdalne! Niech to stanowi paradygmat, początek dalszych rozważań, absolutnie wszystko… nie potrafimy niczemu nadać sensu, nie tak jakby chcieli tego egzystencjaliści, w zestawieniu ze zmieniającym się klimatem tym razem każdy rzekomy sens ulega podważeniu… ponieważ wszystko jest absurdalne!

Wmówiono nam i zrobiono to w bardzo brutalny sposób, że życie ma jakiś sens. OKŁAMANO NAS! Powiedziano nam, że życie jest piękne, że warto jest coś osiągnąć, że warto być szczęśliwym, że są podmioty (lub przedmioty) dla których warto żyć.

Jednocześnie stale wypieramy ze świadomości oczywisty fakt, że wszyscy kiedyś umrzemy lub, że śmierć może przyjść nagle, nawet teraz gdy to piszę.

Więc żyjemy dla prokreacji… nikt właściwe nie zastanawia się dlaczego. Założenie rodziny to masa niekończących się problemów, zmartwień i obaw, które nas całkowicie absorbują… ale dzięki rodzinie zaczynamy to rozumieć, bo dzięki niej odsuwamy od siebie pytania egzystencjalne „po co?”.

Jeżeli nie rodzina to praca… sukces zawodowy, materialny… a może sława! Więcej sławy i więcej pieniędzy… słabe… może seks?

Więcej niczym nieograniczonego seksu, więcej orgazmów, więcej partnerów… może alkohol, może narkotyki? Już wiem…

Podróże… tak, zobaczmy jak innym żyje się gorzej od nas, odwiedźmy Indie i porozmawiajmy o przemocy wobec kobiet, lub głód… o właśnie głód… jedźmy do Czadu, Zambii albo na Madagaskar… przecież tam są ludzie tak głodni, że my, nasze wątłe wyblakłe JA wreszcie poczuje się panem, wysokim białym panem!

A gdyby tak uświadomić sobie ten absurd, że całe nasze życie można zredukować wyłącznie do przeżywania i rozmnażania?

Zastanówmy się nad tym chwilę… kontemplujmy tę myśl, że chodzi tylko o życie (nasze przeżycie) oraz o prokreację… lub seks… lubimy go, ale wcale nie chodzi o przyjemność, nawet jeżeli prokreacja jest jest efektem ubocznym. O zgrozo… a teraz dedukcja… eksplozja… implozja… myśl jest taka, że świat jest absurdalny oraz że wszystkie organizmy żywe (my również) żyją tylko po to, by przekazać swoje geny następnym pokoleniom. Życie nie jest piękne… życie to walka o przetrwanie gatunku, pełne bólu i cierpienia. Cała reszta, rzekoma kultura, to efekt uboczny tego procesu.

A więc Biały Panie… organizujesz demonstracje klimatyczną w nadziei, że wielkie głowy tego świata zreflektują się i powstrzymają niepowstrzymane. Dobrze… działaj, rób to z serca… a potem zgiń!

Prawda bez dróg

Paradygmat pierwszy brzmi: „Wszystko jest absurdalne”. Drugi: „W życiu każdego organizmu żywego chodzi wyłącznie o przetrwanie”. Trzeci: „Kultura jest przeciwieństwem natury”. Wszystko co stworzył człowiek w ramach kultury jest antagonizmem tego, co teraz próbujemy ratować.

Nasze życie w społeczeństwie, wykorzenione z natury, jest jej przeciwieństwem. Pomimo uwarunkowań kulturowych większość z nas podąża za instynktem. Zakochujemy się, ponieważ natura wyposażyła nas w mechanizmy silniejsze od naszego „kulturowego EGO”. I ta wewnętrzna walka jest dysonansem… nasza biologiczna część chce kochać, a umysł podpowiada, że i tak umrzemy!

Aby pierwszy paradygmat nie wykluczał się z drugim, należy przyjąć, że przeżycie jest jedynym znanym i niepodważalny celem każdego żywego organizmu. OK! Ale taki sens naszego istnienia zaczyna się roztapiać, tak jak lód na Arktyce, a gwarantuję Wam, że w tej materii nigdy nie było aż tak źle.

Nadal żyjemy w świecie, który motywowany jest naszym biologicznym uwarunkowaniem. Nie potrafimy żyć inaczej, więc jedyne do czego nas przygotowała nasza biologia to miłość, a właściwie prokreacja. Ten instynkt jest silniejszy od naszego „kulturowego” wyobrażenia. Potrzeba miłości i bliskości z drugim człowiekiem dyskredytuje każdą formę myślenia, każdą kulturę i cywilizację.

Stworzyliśmy kulturę tylko po to, by zaprzeczyć naszej zwierzęcej naturze. Popełniamy wiele błędów, cierpimy z powodu każdej straty i za wszelką cenę dążymy do zaspokajanie potrzeb dyktowanych przez nasze małe EGO. Robimy to świadomie (sic!), ale cały czas próbujemy temu zaprzeczyć.

Przegęszczenie

Idea, że będziemy się kochać na hippisowskiej polanie w cieniu kapitalistycznej gonitwy jest cudowna… ale… nierealna. Nie w świecie, w którym istotnym problemem jesteśmy my sami. Przestańmy się już dłużej okłamywać… wcale nie chodzi o segregację śmieci, oszczędzanie wody czy rezygnację z mięsa…

LUDZI JEST ZA DUŻO!!! Czasami pojawia się w mediach taki slogan. Slogan, ponieważ TO NIC NIE ZNACZY! Dlatego, nie o przeludnieniu, ale o przegęszczeniu tym razem – czyli o pojęciu znanemu z ekologii klasycznej.

Jest taka zasada panująca u wszystkich organizmów żywych, która polega na tym, że zarówno przegęszczenie, jak i niedogęszczenie populacji zwierzęcych może działać na nie ograniczająco. Tak, jesteśmy zwierzętami, właściwie niewiele się od nich różnimy… tylko w przeciwieństwie do zwierząt my stworzyliśmy sobie nienaturalny ekosystem zwany cywilizacją. I nie da się ukryć, że słowami Jana Pawła II, jest to cywilizacja śmierci.

Już tylko gwoli ścisłości dodajmy, że Jaś miał na myśli takie działania jak: aborcja, eutanazja, morderstwo, ludobójstwo, antykoncepcja oraz metody zapłodnienia in vitro… ja używam określenia „cywilizacja śmierci” w dużo większym znaczeniu, mianowicie wychodzę z antropocentryzmu i skłonny jestem przyjąć bardzo holistyczną wizję świata… BÓG stworzył nas na swoje podobieństwo, byśmy troszczyli się o wszystkie istoty żywe. Gdyby tak było, byłaby to cywilizacja (każdego) życia! A nie jest…

Prawdopodobnie Matka Ziemia wykarmiłaby znacznie więcej ludzi niż te skromne 7,5 miliarda. Ale prawie połowa z nich żyje w dostatku, który potęguje się od czasu rewolucji przemysłowej. Tępo jest tak duże, że na świecie brakuje nie tylko wody, ale nawet… piasku do budowania kolejnych betonowych konstrukcji.

Czy zastanawialiście się kiedyś, dlaczego na świecie jest tyle zła? Oczywiście że tak, każdy kiedyś o tym myślał. Dlaczego na świecie tak wiele dzieci umiera codziennie z głodu, podczas gdy sami amerykanie wyrzucają tyle jedzenia, że można by w ten sposób wykarmić dosłownie wszystkich. Gdzieś tam na etapie socjalizacji wmówiono wam, że ta patologia jest normalna. Podobnie było z wojną… wojna jest zawsze (pod pretekstem waści religijnych lub kulturowych), dotyczyła ona walki o zasoby, które na tej planecie są ograniczone.

Wmówiono wam również, że „życie jest święte” – oczywiście tylko to ludzkie, i tylko naszych… białych, czyli ludzi tzw. zachodu. Czym jest nasza kultura, jeżeli przyznamy, że całe jej podwaliny opierają się na „biologicznym przetrwaniu”, że „kultura” to iluzja, że chodzi tylko o biologiczne przetrwanie, kultura jest fasadą!

Ten dysonans poznawczy wcale nie jest nowy. Każdy z nas go podświadomie odczuwa… jest coś nie tak w tym naszym wąskim świecie, jeżeli wszelkie nasze decyzje są tak cholernie krótkowzroczne, a wszystkie podejmowane decyzje koncentrują się na tym, by się rozmnożyć. Czynimy to zwykle nieświadomie, tłumacząc sobie, że chodzi o seksualną przyjemność.

Bardzo ryzykowne jest stwierdzenie, że postęp naukowy idzie zawsze wraz z postępem człowieka lub z większym szczęściem dla ludzi. Gdyby przyjrzeć się uważnie literaturze psychologicznej ostatnich dekad, należy uznać jednoznacznie, że lepiej już było. Spadamy w przepaść nie tylko ze względu na „dobrobyt materialny”, ale przede wszystkim z punktu widzenia naszego społecznego zdrowia psychicznego – tego, że wszyscy powinniśmy wylądować na grupowej terapii.

Jednym istotnych czynników wpływających na nas (społecznie) jest odejście od rodzin wielopokoleniowych na rzecz rodzin nuklearnych, czyli dwupokoleniowych (rodzice + dzieci). Niby prosta sprawa, a jednak… ze wszystkim zostajemy sami, a odpowiedzialność za „trwałość” rodziny i związku jest olbrzymia.

I to jest tylko początek… prawdopodobnie ukrytym celem wielu kampanii reklamowych było promowanie takiego modelu rodziny. To powielanie bytów dotyczących mieszkania i jego wyposażenia, samochodu, sprzętu, ogrzewania… wszystko jest zwielokrotnione i pcha się nas jednocześnie w „sukces zawodowy” oraz „rodzinę jak z reklamy masła”.

Wystarczy, że w takiej rodzinie pojawi się choroba lub utrata pracy, a wszystko odwraca się do góry nogami. Dlatego m.in. socjolodzy spodziewają się w tym roku rekordowych ilości spraw rozwodowych… ludzie nie wytrzymują ze sobą w czasie pandemii, pojawia się przemoc, zaczynamy świrować… ten świat, a także obsesja przed rzekomym zagrożeniem, pokazuje jak durni jesteśmy, gdy naszą wolność oddajemy władzy – prawdziwej lub rzekomej, innej sprawczej energii, Bogu…

Żyjemy w naprawdę nieludzkich czasach, oderwanych od korzeni, brak wielopokoleniowych rodzin to proszenie się o depresję… Nie interesuje mnie zakładanie własnej rodziny…

I powiedzą mi, że jestem egoistą…