Zmiany klimatyczne – szersza perspektywa

0
262
views

Autor: Charles Eisenstein
Artykuł został pierwotnie opublikowany w Resurgence Magazine, kwiecień 2014 i 2019 na Substack
Źródło: Charles Eisenstein | Uczciwość cywilna (civilintegrity.org)

Zauważyłem pewne podobieństwa między trzema instytucjami definiującymi naszą cywilizację: pieniędzmi, wojną i religią głównego nurtu. Wszystkie trzy wymagają, w taki czy inny sposób, poświęcenia tego, co bezpośrednie, ludzkie lub osobiste, w służbie nadrzędnego, ukrytego celu, który przebija wszystko. Zdyscyplinowane przez wymogi ekonomiczne miliony ludzi poświęcają czas, energię, rodzinę i to, na czym naprawdę im zależy, w pogoni za pieniędzmi. Zdyscyplinowany przez egzystencjalne zagrożenie, naród w stanie wojny odwraca się od kultury, wypoczynku, swobód obywatelskich i wszystkiego, co nie jest użyteczne dla wysiłku wojennego. Zdyscyplinowany obietnicą niebiańskich nagród lub piekielnych kar, wierzący dystansuje się od nieważnych rzeczy tego świata.

Każdy, kto jest nieufny wobec tych instytucji, może być również nieufny wobec standardowej narracji o zmianach klimatu, która nadaje się do tej samej mentalności poświęcenia dla najważniejszego celu. Jeśli zgodzimy się, że stawką jest przetrwanie ludzkości, to każdy środek jest usprawiedliwiony, a każda inna sprawa – powiedzmy reforma więzień, zakwaterowanie bezdomnych, opieka nad autystami, ratowanie maltretowanych zwierząt czy odwiedzanie babci – staje się nieuzasadnionym odwróceniem uwagi od jedynej ważnej rzeczy. Doprowadzona do skrajności, wymaga od nas zatwardzenia naszych serc na potrzeby, które mamy przed oczami. Nie ma czasu do stracenia! Wszystko jest stawką! To jest zrób albo zgiń! Jakże podobna do logiki pieniądza i logiki wojny.

Ten alarm o zmianach klimatycznych tak dobrze wpisuje się w znany nam sposób myślenia w naszej kulturze, że powinien dać nam do myślenia. Nie oznacza to, że zmiany klimatyczne nie są niebezpieczne lub że ludzie ich nie powodują, ale sugeruje, że nasze podejście do problemu może wzmacniać psychiczną i ideologiczną podstrukturę systemu, który pożera planetę. Jest to szczególnie istotne, biorąc pod uwagę niemal powszechną zgodę wśród aktywistów, że wysiłki zmierzające do ograniczenia emisji dwutlenku węgla zakończyły się sromotną porażką.

Ta porażka nie wynika z tego, że ruch jest zbyt radykalny i musi “ściślej współpracować z biznesem” lub przyjąć oksymoron “zrównoważonego wzrostu”. Chodzi raczej o to, że nie jest wystarczająco radykalna – nie jest jeszcze gotowa do zakwestionowania kluczowych, niewidzialnych narracji, które napędzają naszą cywilizację. Wręcz przeciwnie, sam ruch je ucieleśnia.

Jedną z rzeczy, które wojna, pieniądze i religia oferują, jest uproszczenie złożonych problemów. W przypadku wojny istnieje możliwy do zidentyfikowania wróg – źródło wszelkiego zła – a rozwiązanie jest proste: pokonać tego wroga wszelkimi niezbędnymi środkami. W przypadku pieniądza zachęca do podporządkowania wielości wartości jednemu standardowi wartości; Pieniądz staje się uniwersalnym środkiem do wszystkich dobrych rzeczy, a zatem dążenie do niego staje się uniwersalnym celem samym w sobie – gdybyśmy tylko mieli wystarczająco dużo pieniędzy, wszystkie nasze problemy zostałyby rozwiązane. Również w religii jedna rzecz staje się kluczem do wszystkiego.

Podążając za tym szablonem, gazy cieplarniane są wrogiem, a rozwiązaniem, sposobem na “walkę zezmianami klimatycznymi” lub “walkę zglobalnym ociepleniem” (popularne zwroty w obu przypadkach), jest zmniejszenie emisji (lub zwiększenie sekwestracji). Albo, używając metafory pieniądza, emisja CO2 staje się standardem wartości, liczbą, którą należy minimalizować, i miernikiem, na którym opiera się polityka. Takie podejście jest również wygodne w naszej kulturze: podejmowanie decyzji na podstawie liczb jest uosobieniem racjonalności. Aby zdecydować o czymś naukowo, zbierasz dane, tworzysz prognozy i oceniasz prawdopodobne wyniki zgodnie z pewnym wskaźnikiem. Stwarza to trzy problemy: (1) to, co niemierzalne, a to, co jakościowe, jest z konieczności zdewaluowane; (2) zastosowana metryka koduje i utrwala istniejące uprzedzenia i relacje władzy, które same w sobie implikują ekobójstwo, oraz (3) sprzyja iluzji przewidywalności i kontroli, która zaciemnia prawdopodobieństwo perwersyjnych niezamierzonych konsekwencji.

Aby dostrzec ten problem, rozważmy projekt tamy Tehri na rzece Bhilangana w Indiach, która zatopiła dziewicze ekosystemy i starożytne farmy oraz wysiedliła sto tysięcy mieszkańców wsi. Była reklamowana ze względu na swój wkład w redukcję emisji gazów cieplarnianych i była jedną z wielu zapór generujących kredyty na handel emisjami. Przynajmniej na powierzchownym poziomie osiągnął swój wymierny cel. A co z wysiedlonymi mieszkańcami wsi? W szczegółach, które są mierzone, ich życie poprawiło się: każdy z nich został zrehabilitowany w mieszkaniach lepszych od domów ich przodków pod względem metrów kwadratowych, kanalizacji i elektryfikacji. Jednak w odniesieniu do utraconych tradycji, zerwanych więzi społecznych, utraconych wspomnień, utraconej wiedzy i wyjątkowości każdego zatopionego miejsca – krótko mówiąc, w kategoriach wszystkiego, czego nie można było zmierzyć (problem 1) i wszystkiego, co uznano za niewarte zmierzenia (problem 2) – ludzie i Natura ponieśli bolesną stratę.

Jeśli chodzi o problem 3, na dłuższą metę wątpliwe jest, czy tama w ogóle zmniejszyła poziom CO2: należy wziąć pod uwagę, że tradycyjne praktyki rolnicze mogą sekwestrować dwutlenek węgla w ziemi i że nowo zurbanizowani mieszkańcy wsi prawdopodobnie wkrótce przyjęli bardziej emisyjny styl życia konsumentów. Ponadto zapora wodna przyczynia się do trendu industrializacji. Każda elektrownia przyczynia się do rozwoju infrastruktury, która zawsze jest głodna więcej. Nie zastępuje elektrowni węglowych; Jest dodatkiem do nich.

Podobne przewrotne skutki nękają biopaliwa i inne strategie redukcji emisji CO2. Kuszące jest stwierdzenie, że po prostu stosujemy niewłaściwe podejście do walki z emisją dwutlenku węgla: być może zamiast zachęt finansowych powinniśmy polegać na regulacjach. Ale ich niepowodzenie może być przykładem czegoś bardziej ogólnego. Problem nie polega na tym, że wybraliśmy złą metodę minimalizacji liczby; Na początku próbuje zminimalizować liczbę.

Proszę, mój argument NIE brzmi: “Różne programy ograniczania emisji gazów cieplarnianych zawiodły, więc nie powinniśmy nawet próbować”. Twierdzę raczej, że te niepowodzenia mają ze sobą coś wspólnego – kładą nacisk na to, co globalne, a nie na to, co lokalne, na to, co odległe, na to, co bezpośrednie, na to, co mierzalne, na to, co mierzalne – i że właśnie to przeoczenie jest częścią tej samej mentalności, która leży u podstaw kryzysu. Jest to mentalność, która poświęca to, co cenne, święte i bezpośrednie, dla odległego końca; Jest to mentalność instrumentalizmu, która ceni inne istoty i samą Ziemię w kategoriach ich użyteczności dla nas; jest to pycha wiary w to, że możemy przewidzieć i kontrolować konsekwencje naszych działań; To zaufanie do modelowania matematycznego pozwala nam podejmować decyzje zgodnie z liczbami; Jest to przekonanie, że możemy zidentyfikować “przyczynę” – przyczynę, która jest czymś, a nie wszystkim – i że możemy zrozumieć rzeczywistość, analizując ją i izolując zmienne. Zazwyczaj podejmowanie decyzji “na podstawie liczb” oznacza podejmowanie ich zgodnie z względami finansowymi. Czy to naprawdę bardzo głęboka zmiana, aby wziąć te same metody i mentalność i zastosować je zamiast tego do jakiejś innej liczby?

We are in familiar territory in addressing problems by attacking their isolable, direct causes. That again is the mentality of war – end crime by deterring the perpetrators, end evil by dominating the evil-doers, end drug abuse by banning drugs, stop terrorism by killing the terrorists. But the world is more complicated than that. As the war on crime, the war on drugs, the war on weeds, the war on terrorism, and the war on germs show us, causation is usually not linear. Crime, drugs, weeds, terrorism, and germs might be symptoms of a deeper, systemic disharmony. Poor soil invites weeds. A run-down body offers a salubrious environment for germs. Poverty breeds crime. Imperialism breeds violent resistance. Alienation, hopelessness, loss of meaning, and disintegration of community foster drug addiction.

Climate change is like these.

Earth is a complex living system whose homeostatic maintenance depends on the robust interaction of every living and non-living subsystem. I suspect that the biggest threat is not greenhouse gases, but the loss of forests, wetlands, and marine ecosystems. Life maintains life. When these homeostatic relationships break down, the results are unpredictable: global warming, perhaps, or global cooling, or the increasingly unstable gyrations of a system spinning out of control. This is the threat we face, and because it is multifactorial and nonlinear, it cannot be addressed by linear strategies for reducing CO2emissions. Yes, we should reduce direct CO2emissions – the loss of homeostatic equilibrium is worsened by increasing the energy throughput in a dissipative system – but primary emphasis must go to the health of human and natural systems on every level, down to the local and the personal.

As with terrorism, drugs, or germs, if we crack down on the proximate cause without addressing the underlying condition, the symptoms will return in a new and more virulent form. Similarly, when we make decisions by the numbers, then that which is not measured, the excluded other, will come back to haunt us.

What would happen if we revalued the local, the immediate, the qualitative, the living, and the beautiful? We would still oppose most of what climate change activists oppose, but for different reasons: tar sands oil extraction because it kills the forests and mars the landscape; mountaintop removal because it obliterates sacred mountains; fracking because it insults and degrades the water; offshore oil drilling because oil spills poison wildlife; road building because it carves up the land, creates roadkill, contributes to suburbanisation and habitat destruction, and accelerates the loss of community. On the other hand, many of the technologies I find beautiful might also be justified on climate change grounds: agricultural practices that regenerate the soil; restoration of forests and wetlands; smaller homes in higher density communities; economies of reuse, upcycling, and gift; bicycle culture; home gardening. As such, I am wont to tolerate climate change arguments as a useful ally, a legitimiser of things that I wish people would embrace on their own merits. However, as the Tehri Dam example illustrates, it is a double-edged sword. There are many reasons to be wary of it:

(1) By resorting to climate change arguments to oppose fracking, mountaintop removal, and tar sands excavation, we put ourselves in a vulnerable position should global warming come into doubt. This could happen due to a change in scientific opinion, or the hijacking of science by vested interests. More likely, we might face not monotonic warming but increasingly unstable gyrations that are impossible to attribute convincingly to a single cause.

(2) If advocates of fracking or nuclear power can argue plausibly that their technology will reduce greenhouse emissions, then by our own logic we must support those too. This is already happening: witness the “Think about it” campaign touting the climate change benefits of natural gas. I don’t believe that the arguments of the gas industry can withstand careful scrutiny; nonetheless, they seem plausible enough to bestow a pro-environmental gloss onto natural gas. “It’s cheaper. It’s more patriotic. It is even better for the climate than existing energy sources.” Notice the natural alignment of these instrumental arguments, one based on money, one on competition among nations, and one on carbon emissions.

(3) Koncentrując się na CO2, zachęcamy do potencjalnie katastrofalnych w skutkach programów geoinżynieryjnych, takich jak zrzucanie tlenku żelaza do oceanów lub kwasu siarkowego do atmosfery. Sugerujemy, że technologiczna zmiana poziomu CO2 rozwiąże problem bez fundamentalnej zmiany w naszym stosunku do planety i promujemy ideę, że możemy w nieskończoność wymyślać sposoby na uniknięcie konsekwencji naszych działań. Jest to w tym samym duchu, co użycie siły w celu powstrzymania “terrorystów”, a następnie obrona przed wynikającą z tego wrogością z jeszcze większą siłą. Tu znowu pojawia się paralela z mentalnością wojenną.

(4) Powszechny argument, że zmiany klimatyczne są złe, ponieważ zagrażają naszej przyszłości, wzmacnia mentalność utylitaryzmu instrumentalnego: przyroda jest cenna ze względu na swoją użyteczność dla nas. Czyż planeta i wszystkie jej istoty nie mają wartości samej w sobie? A może świat jest w końcu tylko stertą instrumentalnych rzeczy? Oczywiście, ograniczenie emisji CO2 leży w naszym własnym interesie, ale zwykle w interesie jednego kraju, firmy lub osoby prywatnej jest ograniczenie go w mniejszym stopniu niż w przypadku konkurencji. Odwołując się do własnego interesu i strachu, wzmacniamy nawyki interesowności i strachu, które, spójrzmy prawdzie w oczy, zwykle spiskują, aby zniszczyć planetę, a nie ją uratować. Nigdy nie zwiększymy ilości opieki na świecie, odwołując się do własnego interesu. Musimy odwoływać się do troski, szacunku i miłości.

(5) Powoływanie się na apokalipsę klimatyczną dewaluuje pracę, która ma niewielkie przewidywalne znaczenie dla zmiany klimatu. Sprawy takie jak reforma systemu kar kryminalnych (nie potrafię zmusić się do użycia słowa “sprawiedliwość”), zakwaterowanie bezdomnych, położenie kresu handlowi ludźmi, zakończenie przymusowej edukacji i legitymizacja medycyny holistycznej mają w najlepszym razie słaby, pośredni związek ze zdrowiem atmosfery. Rzeczywiście, cynik, kierujący się Ebeneezerem Scrooge’em, mógłby argumentować, że resocjalizacja bezdomnych pogarsza zmiany klimatyczne, przekształcając ich w konsumpcyjnych członków społeczeństwa. Być może powinniśmy odłożyć wszystkie te sprawy na bok – w końcu, jakie będą one miały znaczenie, jeśli planeta stanie się niezdatna do życia? – dopóki nie rozwiążemy problemu zmian klimatycznych. Tu znowu widzimy mentalność pieniądza i wojny. Nie żyj teraz życiem, ale poczekaj, aż osiągniesz bezpieczeństwo finansowe. Poświęć wszystko dla wysiłku wojennego.

Ta mentalność jest błędna. Wymienione powyżej kwestie mają wiele wspólnego z klimatem, ponieważ przyczyną niestabilności klimatycznej jest wszystko: każdy wymiar naszego oddzielenia od Ziemi, Natury, serca, prawdy, miłości, wspólnoty i współczucia. Zmierzamy w kierunku głębszego zrozumienia naszej współzależności z Naturą, a poza tym naszego “współistnienia”. Jeśli rzeczywiście jaźń i świat, ludzkość i natura odzwierciedlają się nawzajem i są częścią siebie nawzajem, to powinno być zrozumiałe, że niestabilność klimatyczna będzie towarzyszyć każdej niestabilności w klimacie społecznym i politycznym, a nierównowaga w sferze przyrody będzie odzwierciedlać nierównowagę w człowieku. Gazy cieplarniane są tylko medium – prawdopodobnie jednym z wielu, których nawet nie jesteśmy świadomi – za pomocą którego działa ta zasada.

Jeśli zignorujemy tę zasadę, to symptomatyczna gorączka zmian klimatycznych będzie się tylko nasilać, niezależnie od makroskopowych środków, jakie podejmiemy, aby zająć się ich bezpośrednimi przyczynami. Środki te będą bezsilne, a nawet przyniosą odwrotny skutek, jeśli nie będziemy działać w oparciu o narrację, która ceni każdy gatunek, każdą osobę, każdy las, każdą rzekę na własnych prawach, a nie ze względu na jej instrumentalną użyteczność. Porzućmy wojnę ze zmianami klimatycznymi i przewartościujmy rzeczy, które mentalność wojenna wyklucza. Paradoksalnie, wtedy i tylko wtedy gorączka ustąpi, a poziom CO2 spadnie.

Poprzedni artykułWiek kataklizmu
Socjolog i miłośnik przyrody. Aktywista i wolontariusz w kilku organizacjach pozarządowych.
PODZIEL SIĘ