Ekomedytacja, czyli Vipassana w naturze

0
268
views
Vipassana
Photo by Ashes Sitoula on Unsplash

W ramach tegorocznego festiwalu Globaltica (25-29 lipca 2018, Gdynia) we współpracy z LoveLasy.org przygotowałem wprowadzenie do ekomedytacji – czyli w tym przypadku, do Vippasany w naturze!?! Chciałbym podsumować czego dokładnie dotyczył ten warsztat oraz gdzie należy szukać dodatkowych informacji zarówno na temat samej medytacji jak i jej dobroczynnych właściwości oraz… jakich błędów nie należy popełniać. Dla jednych będzie to uzupełnienie warsztatu a dla innych, praktyczne i przystępne wprowadzenie do medytacji.

Dlaczego (nie-JA) medytuję?

Kilka lat temu po raz pierwszy zetknąłem się z tzw. „depresją klimatyczną”. Jest to stan jaki może spotkać każdego z nas po uświadomieniu sobie faktycznych zagrożeń z jakimi będziemy musieli się zmierzyć w ciągu najbliższych dziesięcioleci. Możemy doskonale rozumieć to, w jaki sposób zmienia się klimat oraz jakie konsekwencje dla nas będą miały te zmiany. Ale rozumieć to, a być tego w pełni świadomym to coś zupełnie innego. Dzieje się tak dlatego, że ewolucja wyposażyła nas w szereg mechanizmów obronnych. Tworzymy sobie w głowie pewne wizualizacje (lub iluzje), które podtrzymują nas w stanie względnej normalności. Prędzej czy później jednak, musimy skonfrontować się z rzeczywistością.

Uświadomienie sobie tego jest przyczyną tzw. „depresji klimatycznej” na którą cierpi coraz więcej osób. Kilku moich „bardziej oświeconych” przyjaciół to przeżywało, podobne emocji pojawiły się również u mnie – w odpowiednim momencie zorientowałem się, że jeżeli nie zacznę nad sobą pracować, problem ten sprawi, że stanę się ofiarą błędnie przyjmowanej iluzji – tj. wiary w trwałość systemu – wiary w to, że nic się nie zmienia oraz wiary w iluzoryczną przyszłość, na którą nie mamy realnego wpływu.

Moje pierwsze poważne obawy pojawiły się po przeczytaniu książki Naomi Klein „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat„. Jej uzupełnieniem była lektura Haralda Welzera „Samodzielne myślenie„. O ile Klein pisze jak dziennikarka zbierająca materiał do felietonu, o tyle Welzer, który jest psychologiem społecznym, nie pozostawia nam żadnych złudzeń: Świata już nie uratujemy! Bardzo ważny w tym kontekście jest fakt, że z tych książek nie dowiedziałem się niczego nowego na temat zmieniającego się klimatu – twist polega na tym, że uświadomiłem sobie, że na te zmiany nie mam żadnego wpływu oraz, że nie istnieją żadne szanse na jakikolwiek ratunek. Tak wynika z autodestrukcyjnej osobowości naszych czasów. Lub… nie wiem… wadliwego systemu naszego mózgu?!?! Jedyną religią człowieka jest egocentryzm – a katastrofa klimatyczna jest wynikiem systemu kapitalistycznego, który karmi się wyłącznie nim.

Gdyby porównać naszą cywilizację (lub naszą świadomość społeczną – rozumianą kolektywnie) do człowieka, byłby on schizofrenikiem uzależnionym od konsumpcji ze skłonnościami samobójczymi. Taki jest właśnie zachód.

Odpowiedzi na pytanie jak poradzić sobie z „depresją klimatyczną” zacząłem szukać w egzystencjalizmie, filozofii życia oraz w antycznym okresie hellenistycznym, czyli w stoicyzmie i epikureizmie. Wszystkie te drogi doprowadziły mnie bezpośrednio do filozofii indyjskiej. Ale jej prawdziwe znaczenie zrozumiałem dopiero w momencie w którym zacząłem medytować.

Co łączy wszystkie indyjskie filozofie?

Użyję bardzo brutalnego uogólnienia, które wydawać się może zupełnie niezrozumiałe dla tych, którzy od lat zajmuje się filozofią indyjską. Takie uogólnienie pozwoli nam lepiej zrozumieć różnicę pomiędzy „wschodem” a „zachodem”. Istotą filozofii indyjskich jest (1) pozbycie się fałszywego ego (maja) na rzecz świadomości kolektywnej (brahman), (2) świadomość życia tu i teraz oraz wynikający z niej (3) brak przywiązania. Różnice pomiędzy konkretnymi filozofiami to przede wszystkim „naleciałości” regionalne. Buddyzm tybetański będzie się istotnie różnił od Hinduizmu – niemniej, podstawa obu pozostaje podobna. Dla kultury i filozofii zachodu takim trzonem jest dualizm duszy i ciała (atman). Różnica pomiędzy pojmowaniem naszego ego (jaźni/świadomości) w obu kulturach ma wpływ na cały system wartości jakim się posługujemy. Zachodni dualizm doprowadził nas do oderwania się człowieka (wykorzenienia) z jego obecności w naturze (brak kontaktu z brahmanem).

Zwykle działamy w taki sposób, że gdy pojawia się cierpienie, staramy się je zrekompensować poprzez realizację kolejnych przyjemności. Wszystko co robimy wykonujemy z perspektywy naszej fałszywej tożsamości – czyli EGO.

Jeżeli przyczyną cierpienia jest pragnienie, wolnością od cierpienia jest rezygnacja z pragnienia. Brak przywiązania to jedyna wolność – a jej źródło jest zawsze w nas samych. Gdy wchodzimy do zadymionego pomieszczenia staramy się uniknąć dymu – a przecież trzeba zlikwidować jego przyczynę – to znaczy, należy jak najszybciej ugasić pożar. Pożarem jest EGO i to ono powinno być pomniejszone.

Wschód a głęboka ekologia

Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem odkrycie, że filozofowie zajmujący się głęboką ekologią inspirowali się filozofiami indyjskimi, głównie buddyzmem. Nie zdziwiłem się też gdy odkryłem, że wielu z nich praktykowało medytację. W najbardziej podstawowej formie – bez narzuceń kulturowych, bez dogmatów religijnych, rytualizacji – medytacja służy temu, by pozbyć się swojego fałszywego ego i nauczyć się żyć tu i teraz – bez przywiązania do iluzji materialnych.

Dzięki medytacji zaczynamy bardziej dosłownie rozumieć głęboką ekologię. Nie tylko człowiek staje się równy innym istotom czującym, ale też staje on w symbiozie ze wszystkimi istotami żywymi. Nie ma JA, moje, dla mnie… ale jesteśmy wszyscy jedną kolektywną świadomością z całym otaczającym nas wszechświatem.

Zrozumiałem to dopiero w momencie, w którym zacząłem medytować.

Niespodziewane konsekwencje medytacji

Za każdym razem, gdy mowa o poprawie pamięci i koncentracji, łagodzeniu stanów depresyjnych, obniżeniu stresu, ciśnienia itp. odwołujemy się do czynników zewnętrznych, które mają na celu poprawić nas samych. Prawdopodobnie to działa, ale stawienie sobie takiego celu w praktyce medytacyjnej prowadzić może wyłącznie na mentalne manowce – czyli w tzw. eskapizm duchowy. Bycie dumnym z osiąganych dzięki medytacji korzyści, karmi nasze EGO a więc, czyli odsuwa nas od jej prawdziwego celu.

Przykładem złudnego i bardzo szkodliwego myślenia o medytacji jest rozwój praktyki mindfulness. Nie o to chodzi, by pozbyć się stresu – ale by całkowicie zrezygnować z jego przyczyny – czyli, aby zrezygnować z posiadania błędnego wyobrażenie na swój temat – i tego nie można się nauczyć dzięki mindfulness. Mówiąc trochę enigmatycznie – oświecenia nie osiągnie ktoś, dla kogo celem jest jego osiągnięcie.

Stworzyliśmy matriksa, który stał się dla nas więzieniem. Staramy się grać w nim odpowiednią rolę, a gdy tracimy kontrolę nad swoim życiem, szukamy rozwiązania jakim jest ukrywanie się pod kolejną maską. Jeżeli nie akceptujemy naszego życia tu i teraz, jeżeli nie odpuszczamy wszystkich negatywnych doświadczeń z przeszłości, to żyjemy w mentalnym więzieniu – ponieważ wiezieniem jest miejsce, w którym jesteśmy, ale z którego chcielibyśmy jak najszybciej uciec. Nasze marzenia, plany, myślenie zadaniowe – wszystko to utwierdza nas w przekonaniu, że żyjemy w więzieniu.

Kto nie powinien medytować?

Medytacja nie jest polecana osobom, które cierpią na zaburzenia psychiczne oraz mają bardzo skrajnie doświadczenia natury emocjonalnej. Dotyczy to doświadczeń, które nie zostały „odpowiednio zabliźnione” – mogą to być m.in. traumy z dzieciństwa lub doświadczanie przemocy. Medytować nie powinny osoby, które wymagają jakiejkolwiek opieki psychiatrycznej. Poważnym błędem jest zalecanie przez niektórych psychoterapeutów praktyki medytacyjnej swoim pacjentom, którzy nie są na nią jeszcze gotowi. Medytacja jest korzystna dla większości ludzi, ale nie zastąpi odpowiedniej terapii.

Główny cele właściwej medytacji

Podstawowym i właściwym celem większości odmian medytacji jest praca z umysłem a ta, dzieli się głównie na medytację skierowaną do wewnątrz (np. vipassana) oraz na medytację skierowaną na zewnątrz (np. zen). Celem medytacji nie jest i nie powinno być osiąganie konkretnej korzyści – ale pozbycie się „myślenia zadaniowego”. Ucząc się bezcelowego koncertowania się przenosimy tą praktykę na nasze życie codzienne – i to wyostrza nasz sposób myślenie i postrzegania rzeczywistości. Jest to określanie mianem „widzenia świata, takim jaki jest” – bez iluzji naszego umysłu – tj. interpretowania i oceniania.

Jiddu Krishnamurti uważał, że pełną wolność można osiągnąć poprzez obserwację własnego umysłu wolnego od idealizmu. Tutaj idealizm należy rozumieć jako świat wyobrażony – idea to punkt odniesienia w naszym wyobrażeniu, który nie istnieje w rzeczywistości. Idealna miłość, idealny związek, idealne małżeństwo to tylko nasze wyobrażenie. Dzięki właściwej medytacji przestajemy oceniać, ponieważ nie porównujemy rzeczywistości (tego co jest) do idei jakie są wyłącznie wyobrażeniem naszego umysłu.

Jak medytować?

Medytacja Vipassana polega na skupieniu się na pewnych aspektach swojego własnego życia – głównie na odczuciach jakie pojawiają się w obrębie naszego ciała fizycznego. Praktyka zwykle zaczyna się od nauki techniki Ānāpāna, czyli od koncentracji na naturalnym oddechu. Siadamy tak jak nam wygodnie (najlepiej w pozycji birmańskiej, pół-lotosu lub na krześle z wyprostowanymi plecami). Oddychamy przez nos. Całą swoją uwagę koncentrujemy na nieuchwytnym czasowo momencie przepływu powietrza przez dziurki naszego nosa – skupiamy uwagą na tym jaka jest temperatura powietrza, jakie jest tempo naszego oddechu (którego celowo nie przyśpieszamy i nie spowalniamy). Po prostu obserwujemy nasz oddech i nic więcej – serio, i nic więcej!!! W trakcie medytacji będą pojawiały się różne myśli – szczególnie na początku, ale pojawiają się one również u osób z większym doświadczeniem. Nie chodzi o to, żeby całkiem przestać myśleć. Jest to niemożliwe. Chodzi o to, by za każdym razem gdy pojawią się myśli celowo ponownie skoncentrować się na oddechu.

Oznacza to, że tak naprawdę nie można źle medytować. Ćwiczenie polega na tym, by odsuwać pojawiające się myśli, które zawsze będą się pojawiały. I tak jak na siłowni, zaczynamy od niewielkich ciężarów, aby z czasem nabierać coraz więcej siły, tak też w praktyce medytacyjnej z czasem będziemy potrafili coraz dłużej koncentrować się wyłącznie na oddechu.

Bardzo często początkujący rezygnują z praktyki tylko dlatego, że nie potrafią oczyścić umysłu z pojawiających się myśli – uważają, że to błąd oraz, że nigdy się tego nie „nauczą”. Jakby te myśli się nie pojawiały, to nie mielibyśmy z czym praktykować naszej koncentracji – to tak, jakby na siłowni nie było ciężarów do podnoszenia.

Ważne, by praktyka medytacyjna była systematycznie powtarzana i jest to o wiele ważniejsze niż czas trwania pojedynczej sesji. Zadbajmy o ty, by znaleźć co najmniej 15 minut na szczerą praktykę każdego dnia. Z czasem poczujemy się coraz bardziej swobodnie i będziemy mogli dowolnie wydłużać naszą codzienną praktykę np. do 30-40 minut. Pierwsze zalety pojawią się mniej więcej po 3 miesiącach.

10 dniowy kurs medytacji Vipassana

W Polsce są prowadzone 10 dniowe kursy będące wprowadzeniem do Vipassany, gdzie technika jest tłumaczona bardzo szczegółowo krok po kroku każdego dnia. Wszystkie takie kursy odbywają się dzięki dobrowolnym dotacjom. Wydatki są pokrywane z wpłat otrzymanych od osób, które ukończyły kurs i chcą przyczynić się do zapewnienia innym możliwości podobnego doświadczenia. Nauczyciele prowadzący kurs nie otrzymują żadnego wynagrodzenia. W ten sposób Vipassana jest nauczana w sposób wolny od komercjalizmu.

/ Jak przeglądam różne oferty kursów mindfulness to myślę sobie, że to niczemu innemu to nie służy, jak zarabianiu pieniędzy. Dwudniowy kurs to wydatek ok 1000 zł. Tańsze opcje w odosobnieniach też są… ok 700 zł ale dodatkowo trzeba płacić ok 70 za nocleg czyli razem 1400 zł. Oczywiście „trenerzy” zapewniają, że korzyści się zwrócą z nawiązką ponieważ TEN kurs odmieni Twoje życie… nie dajcie się na to nabrać. /

Vipassana jest główną praktyką medytacji obecną w Buddyzmie Theravāda, ale jest ona przede wszystkim praktyką UNIWERSALNĄ, której nie należy przepisywać do ściśle żadnego ruchu religijnego. Nigdy nie ufajcie nauczycielom medytacji czy buddyzmu, którzy oczekują od was jakichkolwiek zobowiązań czy poczucia przynależności (z czym ja się osobiście nie spotkałem). Pozostawcie praktykę zawsze czystą i uniwersalną – i nie płaćcie za naukę medytacji jeżeli taka opłata jest od was wymagana!


Photo by Ashes Sitoula on Unsplash