Wewnętrzna pewność siebie

0
181
views
pewność siebie

Nie jestem coachem, trenerem personalnym, mówcą motywacyjnym ani mentorem. Zamiast tego, popełniłem w swoim życiu tyle niewybaczalnych błędów, że już dawno powinienem strzelić sobie w łeb, skoczyć pod miejską kolejkę lub zanurzyć się w lodowatej wodzie! Serio… dotknąłem dna, a ludzie których skrzywdziłem prawdopodobnie nigdy mi tego nie wybaczą… Szczerze… nawet nie powinni! Ale to właśnie dzięki nim udało mi się rozwinąć swoją wewnętrzną pewność siebie!

Czyżby absurdalne prawo przyciągania naprawdę było skuteczne? Co sprawiło, że nagle zaczynam się dobrze czuć sam ze sobą? Prosta odpowiedź brzmi: dotknąłem dna… a zaraz potem, uświadomiłem sobie, że na tym dnie czuję się rewelacyjnie.

Pewność siebie, samoocena i samoakceptacja

Można być jednocześnie pewnym siebie, ale się nie akceptować. Można też się akceptować, ale jednocześnie posiadać bardzo niską samoocenę. Nie można mieć tego wszystkiego w tym samym czasie. Zbyt wysoka samoocena jest głównym powodem bardzo niskiej pewności siebie.

Dlatego śpieszę wyjaśnić: (1) samoocena – to ocena siebie w porównaniu z innymi, zaś (2) samoakceptacja – to stopień godzenia się na swoje niedoskonałości lub na popełniane przez siebie błędy. Pewność siebie – przereklamowana do granic możliwości – może być zewnętrzna lub wewnętrzna. Zaczniemy od tej pierwszej, ponieważ to właśnie o nią najczęściej zabiegają ludzie sukcesu.

Co to jest zewnętrzna pewność siebie?

Zewnętrzna pewność siebie to reprezentacja obrazu swojej osoby lub tego, jak inni nas postrzegają (i jak to postrzeganie innych oceniamy). Zewnętrzna pewność siebie zawsze dotyczy oceny samego siebie. Ale aby ją lepiej zrozumieć, trzeba się pochylić nad pojęciem EGO tak samo, jak rozumiane jest ono w religiach dharmicznych – szczególnie w Buddyzmie.

EGO duchowe, które ma niewiele wspólnego z koncepcją freudowską, oznacza świadomość siebie i tożsamość z samym sobą.

/** jeżeli nigdy wcześniej nie spotkałeś/łaś się z koncepcją świadomości, która jest jednocześnie naszą jaźnią i bytem… temat może wydać ci się lekko odjechany… rozumiem i zachęcam do samodzielnego pogłębienia filozofii wschodu **/

Tłumacząc to wszystko w bardziej przyziemny sposób: (1) tworzymy w myślach pewną wizualizację siebie lub obraz własnej osoby, potem (2) porównujemy nasze wyobrażenie z innymi osobami tak samo, jak oceniamy innych na postawie ich cech zewnętrznych lub zachowania. Oczywiście to „wyobrażenie” nie istnieje w świecie realnym, więc z punktu widzenia własnej świadomości, która jest tylko jedna – porównywanie siebie z innymi powoduje logiczną sprzeczność.

/** inny przykład, programista może zobaczyć kod programu i go dowolnie zmodyfikować – a my, w relacjach z innymi możemy tylko wprowadzać dane i czekać na odpowiedź **/

Zewnętrzna pewność siebie może wynikać z (1) niskiej lub (2) wysokiej samooceny. Samoocena to poziom tego, jak sami siebie oceniamy względem innych osób. Piekło to inni – mawiał Sartre – czyli, obecność innych i tylko ona ma wpływ na naszą zewnętrzną samoocenę.

Zewnętrzna pewność siebie + niska samoocena

Bardzo niska samoocena wynikająca z wiecznego porównywania się z innymi może skutecznie wprowadzić nas w iluzję bycia kimś „pewnym siebie”. Niby sprzeczność, ale jeżeli się nad tym dłużej zastanowić to okaże się, że „udawanie” kogoś pewnego siebie, może skutecznie stłumić lub ukryć naszą wewnętrzną pewność siebie. Jaka jest tego konsekwencja? Przede wszystkim stres, zarówno w życiu prywatnym jak i zawodowym. Wieczny stres, który z łatwością może przerodzić się w nerwicę – i choć takie zachowanie może doprowadzić nas do osiągania jakichś sukcesów – ponieważ może nas to motywować do działania – w praktyce, ludzie tacy budują w swoim umyśle blokady i ograniczenia.

Zewnętrzna pewność siebie + wysoka samoocena

Tutaj sytuacja jest podobna, choć zamiast udawania mamy do czynienia z czystą arogancją  – czyli, z pewnością siebie połączoną z lekceważeniem innych. Jest to postawa pogardzania innymi ludźmi.

Z tym wiązać się może pewne niebezpieczeństwo. Jeżeli budujesz silną zewnętrzną pewność siebie, to możesz ją równie łatwo stracić jak zyskać. Najlepiej to wyjaśnić na przykładzie… Potrafimy wpłynąć na swój wygląd zewnętrzny, by w ten sposób poczuć się swobodniej np. w relacjach biznesowych.

/** czasami wystarczy założyć koszulę… pomyślałem… przeraża mnie to, jak łatwo można „wyglądem” wpływać na to, jak inni nas oceniają **/

Jeżeli za bardzo temu zaufamy to stracimy w oczach osób, które mogę podważyć ten „perfekcjonizm”. Osoby zbyt pewne siebie nie potrafią pogodzić się z porażką. Jeszcze gorszą konsekwencją może być ich stosunek do życia prywatnego. Osoby przepełnione arogancją narażają na niewłaściwe traktowanie swoje najbliższe otoczenie. Kto chciałby się związać z taką osobą? Czy można stworzyć szczęśliwy związek z kimś, kto myśli wyłącznie o sobie?

Kto buduje zewnętrzną pewność siebie?

Ludzie słabi… ludzie, którzy niewiele w życiu osiągają, stoją w miejscu i nie wiedzą jak ruszyć do przodu. Ludzie, którzy przez własne wyobrażenie o sobie, wysokie lub niskie mniemanie, tracą celowość w tym co robią. Z jednej strony chcą zmiany lub oczekują jej od siebie, ale nie potrafią sprecyzować na czym ta zmiana powinna polegać. Jedyne co ich blokuje, to utwierdzanie się w błędnych schematach lub wyobrażeniach.

W celu zwiększenia tej pewności siebie możemy natrafić na magiczne sposoby które sprawią, że z jednej strony zaczynamy nad sobą pracować, a z drugiej, coraz bardziej siebie oszukujemy. Zewnętrzna pewność siebie jest tylko wyobrażeniem na nasz temat – nie istnieje ona w rzeczywistości. Jest wyuczona, ale nie naturalna. Aby naprawdę się zaakceptować, trzeba czegoś więcej, potrzeba radykalnych kroków, które odmienią podstawy tych wyobrażeń. Trzeba sięgnąć dna problemów związanych z pewnością siebie…

Co to jest wewnętrzna pewność siebie?

Jeżeli mówimy o wewnętrznej pewności siebie to zwykle mamy na myśli coś, co przychodzi nam w sposób naturalny, czyli coś, o co nie musimy zabiegać oraz coś, nad czym nie musimy pracować. Będzie to możliwe wtedy i tylko wtedy, kiedy pozbędziemy się błędnych wyobrażeń – blokad jakie są w naszej głowie.

Wszystko sprowadza się do fałszywego EGO! I nie należy mylić go z EGO znanym z psychoanalizy. EGO w psychoanalizie to „ja” (z łac.), czyli nasza jaźń. Mówiąc „ja jestem…”, „ja robię…”, „ja chce…” odwołujemy się sami do siebie. Ale fałszywe EGO nie jest podmiotem w zdaniu, ale wyobrażeniem na nasz temat.

Każdy z nas tworzy wizualizację siebie. W pewnym sensie jest ona wyodrębniona od naszego prawdziwego „JA”. Wizualizacja służy wyłącznie do porównywanie nas z innymi. Tworzymy obraz siebie jako punkt odniesienia wobec innych i na tej podstawie pytamy „Kim jestem?”. Oceniamy to, jak sami siebie widzimy, jak widzielibyśmy siebie z trzeciej osoby oraz to, w jaki sposób inni nas oceniają. W konsekwencji dochodzimy do dualizmu pomiędzy własnym EGO (EGO fałszywym), a naszą prawdziwą jaźnią (EGO duchowym). Z punktu widzenia nas samych, nasza wizualizacja nie istnieje w rzeczywistości – jest ona iluzją, a każda opinia na swój temat, zarówno pozytywna jak i negatywna, powoduje nasze ograniczenia.

Nasze wewnętrzne blokady

„Nie zrobię tego, bo się boję… bo się wstydzę… nie dam rady…”. Takie oceny z punktu widzenia naszej prawdziwej osobowości są iluzją, która nie istnieje naprawdę. Nie możemy ocenić siebie, ani porównać siebie do innych, ponieważ nigdy nie będziemy w stanie zobaczyć siebie z perspektywy trzeciej osoby. To przypomina w pewnym sensie nasze wyobrażania o zaplanowanym spotkaniu… możemy myśleć o tym, jak wypadniemy, jak się zachowamy, jak ocenią nas inni, ale zawsze to co się wydarzy będzie zupełnie inne od tego, co sobie wcześniej na ten temat wyobrażaliśmy.

Przypuśćmy, że przygotowujemy się do wywiadu dla znanej telewizji. Wyobrażamy sobie jak będzie wyglądało nasze wystąpienie, ale gdy już się z nim zmierzymy, będzie ono zupełnie inne od naszych wszystkich wcześniejszych wyobrażeń. Więc jakikolwiek stres, który jest z tym związany, był fałszywy – była to nasza fałszywa wizualizacja. Zamiast odpuścić, stresujemy się jeszcze bardziej i nasze wystąpienie będzie gorsze, niż w momencie, w którym całkowicie pozbylibyśmy się stresu wywołanego przez naszą fałszywą iluzję.

Koniec EGO i naturalna pewność siebie

Aby być naturalnie pewnym siebie, trzeba zapomnieć o swoim fałszywym EGO. Trzeba dosłownie przestać istnieć, aby być skupionym tylko na tym, co w danej chwili chcemy zrobić. Wewnętrzna pewność wynika wyłącznie z akceptacji siebie, zarówno tej dobrej jak i tej złej strony.

Trzeba dotknąć dna, by poczuć się dobrze w każdej sytuacji. Dno oznacza pozbycie się swojego fałszywego EGO lub mówiąc prościej, jest to rezygnacja z oceny własnej osoby. Przestajemy się oceniać i zaczynamy skupiać się na tym, co w danej chwili mamy do zrobienia (np. wystąpienie publiczne, udzielenie wywiadu, poprowadzenie szkolenia).

Niska samoocena lub jej brak motywuje nas do zmiany, ale powinna ona iść w parze z akceptacją swoich błędów i dopiero to sprawia, że przestajemy się blokować!

Akceptacja siebie jest warunkiem do zaakceptowania innych

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy chmurą lub falą… czy ktokolwiek z was kiedykolwiek zastanawiał się, czy jedna chmura może być lepsza od innej? Czy kiedykolwiek na plaży zastanawialiście się, czy pewne fale są lepsze od innych? W relacjach społecznych cały czas porównujemy i oceniamy innych, zamiast potraktować każdego jako indywidualną jednostkę odrębną od reszty społeczeństwa.

Jakiekolwiek porównywanie ludzi ze sobą jest przyczyną braku akceptacji – czyli również nietolerancji i wrogości wobec obcych. Jeżeli w tym momencie myślisz, że jest inaczej… zastanów się, czy na pewno osoby tolerancyjne akceptują osoby np. biedne, leniwe lub konserwatywne. Badania społeczne są dowodem na to, że osoby, które uważają siebie za bardzo tolerancyjne często odczuwają taką samą wrogość wobec nietolerancyjnych, jak te ostatnie wobec np. mniejszości etnicznych. Ten paradoks mówi o tym, że politycznie poprawna tolerancja jest ustalana kulturowo-społecznie i nie ma nic wspólnego z rzeczywistą tolerancją wynikającą bezpośrednio z akceptacji tych, którzy się od nas różnią.

Winą za to obarczam cały system – kulturę w jakiej żyjemy, która opiera się na hierarchii… a wystarczy rozejrzeć się jak to wygląda w szkolnym systemie edukacji lub w pracy, oraz jak krzywdzące to jest w bliskich relacjach. Pogląd zgodnie z którym, mamy moralne prawo do segmentacji nazywa się strukturalizmem – a obalenie go, to anty-strukturalizm.

Warto myśleć w sposób anty-strukturalny zarówno o sobie, jak i o wszystkich jednostkach społeczeństwa. Jest to element ekologii społecznej, której podstawą jest krytyka systemu opartego na hierarchii.

You have to touch the bottom – to understand
the f**king nirvana!