Partyzantka ogrodnicza – porady prawne

0
757
views
Photo by Lauren Rader on Unsplash
Photo by Lauren Rader on Unsplash
Artykuł nadesłany przez naszego anonimowego czytelnika. Aktualizacja z dnia 29.04.2021 r. Jest to kompilacja przygotowano na podstawie wymienionych w tekście źródeł.

Partyzantka ogrodnicza, czyli guerrilla gardening

O guerrilla gardening’u (dalej w skrócie „GG”) w różnych odmianach (w tym też o „gangsta gardening’u”) wypowiadał się kompetentnie Witold Szwedkowski – aktywista Miejskiej Partyzantki Ogrodniczej. Partyzantka słusznie „kojarzy mu się z niesubordynacją, z działaniami «na nielegalu»”. „Po «partyzancku» oznacza dla niektórych «chaotycznie, niedbale»”. Według niego „niekoniecznie jednak musi tak być. Partyzantka to działania obywatelskie, samorzutne, oddolne – wynikające ze sprzeciwu. Dowodzi ona powszechnej chęci zmiany. Partyzantami mogą być zarówno ludzie młodzi, czujący gniew i bunt, jak i starsi – uporządkowani, którzy pragną upiększyć rzeczywistość wokół siebie, działając na rzecz swoich dzieci i wnuków.” W dalszej części niniejszego opracowania wykorzystywane będą jeszcze inne jego wypowiedzi, bez ich oznaczania.

Partyzantka ogrodnicza jest zwykle „nielegalna”, bowiem w wielu jej elementach można doszukać się działania wykraczającego poza literę prawa. Wspólnym ich mianownikiem jest z pewnością działanie bez pozwolenia (i najczęściej nawet bez wiedzy) właścicieli nieruchomości, zgody lokalnych władz, zarządców bądź administratorów gruntów. Jest to poprawianie jakości przestrzeni publicznej, polegającej głównie na odtwarzaniu utraconej zieleni, poprzez gospodarowanie zielenią na nie swoim terenie. Tego rodzaju prace prowadzone są na ogół w miejscach publicznych – opuszczonych i zaniedbanych lub będących własnością prywatną, lecz noszących znamiona porzucenia przez właściciela.

Jeżeli niektóre przedsięwzięcia – w intencji chwalebne – wykonuje się szybko, idąc na skróty i działając często bez znajomości licznych formalnych norm prawnych, jak i zagadnień merytorycznych, takich chociażby inwazyjności gatunków i różnorodności biologicznej, architektury krajobrazu, czy ekologii, można bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Sadzenie i rozprzestrzenianie np. roślin nierodzimych i nieprzystosowanych do danego miejsca może w trwały sposób wpłynąć negatywnie na stan populacji rodzimych, przystosowanych do danego miejsca, naturalne (genetyczne) cechy lokalnych gatunków flory lub piękno i charakterystyczne cechy istniejącego już krajobrazu.

Trzeba wówczas liczyć się z bardzo licznymi zarzutami i roszczeniami wynikającymi np. z prawa karnego, wykroczeniowego, przepisów o zagospodarowaniu przestrzennym i gospodarce nieruchomościami, prawa budowlanego, przepisów o terenach zamkniętych i mających znaczenie obronne, przepisów o lasach, o ochronie przyrody, o ochronie środowiska, o ochronie gruntów rolnych i leśnych, o ochronie zabytków i o uzdrowiskach, o transporcie kolejowym, prawa wodnego, przepisów o drogach publicznych i prawa o ruchu drogowym, prawa lotniczego, prawa geologicznego i górniczego, przepisów o cmentarzach oraz o kościołach i związkach wyznaniowych.

Praktyki takie mogą także, w założeniu, kształtować prawa do ziemi, prowadzić wręcz, w skrajnym przypadku, do przejęcia nieruchomości porzuconej lub nieużywanej zgodnie z przeznaczeniem. W rachubę wchodzi wtedy kontrakcja właścicieli (posiadaczy) nieruchomości wykorzystująca przepisy prawa o ochronie własności i innych praw rzeczowych. W jej przebiegu można się np. spodziewać interwencji zapobiegającej „zasiedzeniu” danej nieruchomości. Możliwe jest nawet fizyczne „przeciwdziałanie/zapobieganie naruszaniu jej posiadania” czy też bardzo stanowcze i energiczne „przywracanie stanu poprzedniego”. Wśród tych właścicieli szczególną pozycję będą miały ogromne przedsiębiorstwa „sieciowe” i transportowe, do których należą (tzw własność sieciowa) różne instalacje, linie, pasy, drogi, trakty i ciągi „przesyłowe”, tory, bocznice i przejazdy kolejowe.

Oddziaływanie na nieruchomość określa się niekiedy (w prawie cywilnym) jako „immisje”, występujące jako bezpośrednie lub pośrednie. Immisja bezpośrednia to naruszenie czyjejś własności poprzez wtargnięcie w jej sferę. Immisje pośrednie to oddziaływanie na cudzą nieruchomość, m.in. ograniczenie dopływu światła poprzez dopuszczenie do „nadmiernego” rozrostu drzew lub krzewów. Wspomniana w art. 144 Kodeksu cywilnego „przeciętna miara” tego rozrostu nie jest zdefiniowana. W każdym wypadku takiej immisji trzeba indywidualnie oceniać czy jakieś działanie taką miarę przekracza, czy też nie. Ważne w tym wypadku będzie miało przeznaczenie nieruchomości i stosunki miejscowe, czyli m.in. zasady i przyzwyczajenia właściwe dla danego terenu i dla określonego typu nieruchomości. Ocena zakłóceń nie może więc być oderwana od realiów. W art. 148-150 K.c. uregulowano zaś kwestie związane z rozrastającymi się roślinami, posadzonymi przy granicy jakiegoś terenu. Wchodzenie roślin w przestrzeń sąsiedniej nieruchomości jest naruszeniem prawa własności (immisja bezpośrednia). Może doprowadzić m.in. do wspomnianego ograniczenia dopływu światła do nieruchomości, obniżenia plonów, zarastania działki, zanieczyszczania jej opadającymi i psującymi się owocami itp.

Pośrednim celem partyzanckiego ogrodnictwa jest udostępnienie korzyści z uprawy ziemi osobom jej nieposiadającym, a także poprawa estetyki otoczenia. Ale partyzantka ogrodnicza to nie jest zawłaszczanie i wygradzanie prywatnej przestrzeni. To idea, która łączy wielu ludzi i która pomaga jednoczyć lokalną społeczność. Sami ogrodnicy twierdzą, że „nie jest to działalność nielegalna, a jedynie z pominięciem pewnych procedur”. W coraz większej liczbie miast nie trzeba działać nielegalnie – coraz przychylniej patrzy się w nich na oddolne inicjatywy i pomaga je realizować w ramach budżetów partycypacyjnych, i szeregu innych projektów. Nie licząc wspomnianych wyżej właścicieli nieruchomości, partyzanckie ogrodnictwo nie wywołuje na ogół negatywnych reakcji. Ta idea jest na tyle pozytywna, że przedstawiciele GG, rzadko narażeni są nieprzychylność odbiorców, obserwatorów swoich akcji czy konsekwencje prawne. Warto w tym miejscu dodać, że jedną z podstawowych zasad GG jest założenie: opuść teren lepszym niż go zastałeś. To wystarczające dobre przesłanie, by spotkało się z aprobatą społeczeństwa i odbiorem jako coś pożytecznego i wartościowego. Tym bardziej, że członkowie organizacji są ludźmi świadomymi tego co robią, posiadają na ogół dużą wiedzę z dziedziny architektury krajobrazu i ogrodnictwa, a ich działanie polega też na edukowaniu siebie i innych w tym zakresie. Jednocześnie są bardzo dobrze zorganizowani i wyposażeni sprzętowo, co powoduje, że akcje przeprowadzane są sprawnie, bez utrudnień dla otoczenia.

Okoliczności powyższe brane są pod uwagę przez wszelkie tzw. organy ochrony prawnej, przy każdej formalnej ocenie ew. odpowiedzialności prawnokarnej poszczególnych członków danej organizacji za konkretne czyny podjęte w ramach GG. Powodem tego jest ich zdolność do „redukcji społecznej szkodliwości” tych czynów. Wystąpienie takich okoliczności prowadzić może również do stwierdzenia „braku celowości karania określonego zachowania” w związku z przyjętymi dyrektywami etycznymi. Mimo zatem, że zachowanie partyzanta wykazuje ustawowe znamiona czynu zabronionego przez ustawę pod groźbą kary, okoliczności tego rodzaju jednak powodują, że nie jest to czyn społecznie szkodliwy (ew. jego ocena jest dodatnia), a tym samym nie jest bezprawny; są to więc okoliczności legalizujące czyn, generalnie uznany za bezprawny. Przy rozpatrywaniu konsekwencji wspomnianych czynów i zachowań istotne jest wystąpienie kolizji dóbr i wyprowadzona z niej konieczność poświęcenia jednego dobra mającego wartość społeczną oraz społeczna opłacalność drugiego określonego dobra.

Pojęcie czynu zabronionego w polskim prawie karnym nie jest w takim razie równoznaczne z pojęciem przestępstwa. Nie stanowi bowiem przestępstwa czyn zabroniony popełniony w warunkach wyłączających bezprawność (np. obrona konieczna – art. 25 § 1 Kodeksu karnego) albo winę jego sprawcy (np. stan wyższej konieczności
– art. 26 § 2 K.k.). Jest tak również wtedy, gdy społeczna szkodliwość czynu jest znikoma (art. 1 § 2 K.k.), albowiem współczesne prawo karne zawiera kardynalną zasadę nullum crimen sine damno sociali magis quam minimo, tj. że nie ma przestępstwa bez społecznej szkodliwości czynu w stopniu większym niż znikomy, a więc w stopniu „karygodnym”. Cechy indywidualizujące czyn jako konkretne zdarzenie mogą więc powodować, że jego materialna (ujemna) zawartość okaże się nietypowo niska i wówczas nie będzie podstaw do jego traktowania jako przestępstwa. Okazuje się zatem, że nie każdy czyn karalny realizujący znamiona czynu zabronionego uznajemy za karygodny. Karygodne są tylko takie czyny, które osiągnęły wyższy niż znikomy stopień społecznej szkodliwości. W orzecznictwie wyrażany jest pogląd, że stopień społecznej szkodliwości czynu jest tą immanentną cechą czynu, która pozwala na odróżnienie czynów błahych od poważnych i na uznanie za przestępstwo tylko takich, które faktycznie i realnie szkodzą określonym dobrom jednostki bądź dobru społecznemu. W takim wypadku nie wszczyna się w ogóle postępowania karnego, a ew. wszczęte umarza na podstawie art. 17 § 1 pkt 3 Kodeksu postępowania karnego, co także dotyczy orzekania na rozprawie (wyrok umarzający wydawany jest na podstawie art. 414 § 1 K.p.k.).

W prawie cywilnym skutkiem okoliczności wyłączającej bezprawność czynu jest przede wszystkim wyłączenie odpowiedzialności za wyrządzoną szkodę ze względu na fakt, że zachowanie wypełniające znamiona czynu niedozwolonego nim nie jest.

Działania partyzanckie, które możemy praktykować, to zabezpieczanie i podlewanie roślin, odchwaszczanie, rzucanie bomb nasiennych, sadzenie drzew, nasadzenia przyblokowe. Możliwe jest przede wszystkim – jako nie wywołujące praktycznie żadnych kontrowersji i negatywnych konsekwencji – opiekowanie się zaniedbanymi donicami miejskimi, które zostały postawione przez kogoś w dobrej intencji i zapomniane. Partyzant może takie donice zaadoptować, dosadzić rośliny ozdobne i przywrócić ich pierwotną funkcję. Donice miejskie zostały zaprojektowane w konkretnym celu i nie tylko można, ale nawet trzeba dosadzać tam rośliny. Kolejną możliwością jest sadzenie drzew. Nie wszędzie jednak można je sadzić; najbardziej oczywiste wydają się miejsca między chodnikiem a jezdnią, gdzie np. do niedawna rosło drzewo, ale zostało wycięte. Zazwyczaj powodem jego wycinki są wiek lub choroba i związane z nimi zagrożenia dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. Niewielkie przestrzenie zaprojektowane właśnie po to, by rosły tam drzewa, uklepane, wyjeżdżone przez pojazdy, czasem pokryte jakimś materiałem sypkim albo zarośnięte chwastami. Zwykle po poprzednim drzewie zostają tam korzenie – dlatego w jego miejsce nie sadzi się od razu nowych, lecz dopiero po jakimś czasie, zazwyczaj po paru latach, jak już stare korzenie przegniją. Trzeba tylko kierować się prostą zasadą: sadzimy to, co rośnie obok. W alei lipowej nie sadzimy klonu, nie umieszczamy świerku w alei platanów. Te działania są bezpieczne, nie budzą zazwyczaj niczyich zastrzeżeń; ktoś przed GG pomyślał o tych miejscach na kwiaty i drzewa, zostały tylko zaniedbane.

Akcje nasadzeń przyblokowych znane były w naszym regionie od dawna i przeważnie ogólnospołecznie cenione. Prowadziły bowiem do zacieśniania się społeczności sąsiedzkich, usunięcia jakichś braków w zaopatrzeniu, do wymieniania się sadzonkami, ale też plonami, bo często w przyblokowych przestrzeniach hodowano warzywa, by urozmaicić dietę.

Od niedawno wiadomo o nieszablonowym projekcie rozwijanym w niderlandzkim Rotterdamie. Władze miasta zaczęły zachęcać mieszańców do jego zazieleniania na własną rękę i to nie tylko we własnych ogrodach. Toleruje się czy też zaleca im się wręcz nawet taką „samowolę”, jak usuwanie płyt chodnikowych w celu posadzenia kwiatów.

W wielu miastach, za sprawą władz, sadzi się takie odmiany drzew owocowych, które celowo nie owocują. Wyłącznie bowiem ich walory dekoracyjne sprawiają, że są wybierane do zagospodarowania przestrzeni miejskiej; najczęściej dotyczy to drzew wiśniowych czy pomarańczowych. Partyzanci ogrodowi w tej samej przestrzeni często trudnią się ich szczepieniem, co pozwala na przywrócenie im owoców. To praktyka stosowana w uprawie dość powszechnie, mająca na celu łączenie odmian gwarantujących smaczne plony z tymi odpornymi na mróz i trudne warunki. Często do jednego drzewa odpowiednią techniką przytwierdza się kilkanaście gałązek pochodzących z innych drzew, tzw. „zrazów”. Z czasem, gdy połączenie się „zagoi”, „obca” gałązka staje się nieodłączną częścią danego drzewa. Szczepienie drzewek w mieście to ruch dość nowy, powstały w 2012 roku w San Francisco.

W Paryżu działania polegające na tworzeniu ogrodów uznawane są za legalne. Nowe prawo zezwala mieszkańcom na tworzenie własnych ogródków na terenie całego miasta. Jednak najpierw trzeba wystąpić o trzyletnie pozwolenie, umożliwiające sadzenie roślin w dowolnym miejscu. Nieważne jest przy tym czy są to rośliny kwitnące, zimozielone, pnącza lub drzewa, krzewy owocowe, czy warzywa. Istotne jest by uprawiane były przy użyciu środków i produktów przyjaznych naturze, i by przyczyniały się do wzrostu bioróżnorodności na terenie Paryża. Jeżeli GG nie ma odpowiedniego urzędowego pozwolenia na tego rodzaju zagospodarowanie danego terenu, to jednak istnieje społeczne przyzwolenie na ich działalność, dzięki czemu nawet interwencje policji zazwyczaj kończą się tylko upomnieniem.

Liczyć na to trzeba i można, że podobnie będzie we wszystkich dotkniętych „betonozą” miejscowościach w Polsce.

Polecamy również

Ekoterroryzm. Kim są ekoterroryści?

Radykalnie ekologiczny – co to znaczy?

W Gdańsku zawiązała się ogrodnicza partyzantka. Pod osłoną nocy sadzi drzewa