Świata już nie uratujemy, ale siebie możemy…

0
283
views

Fragmenty poniższego tekstu wielokrotnie poprawiałem, usuwałem całe akapity i pisałem je od nowa. Pierwotny tytuł brzmiał „Świata już nie uratujemy, siebie również…”. Straciłem nadzieję na aktywizm, na to, że JA mogę jeszcze cokolwiek zmienić. Zamiast tego, udało mi się odnaleźć nowy cel, który pozwoli mi (i mam nadzieję, również Wam) odnaleźć się w „nowym wspaniałym świecie”.

Jak uświadomiłem sobie, że świata już nie uratujemy?

Rozpłakałem się chwilę po tym, jak zacząłem czytać pierwszą publikację Klubu Rzymskiego: „Granice wzrostu”. Rozpłakałem się czytając jej pierwszą stronę. Nie dlatego, że w tym konkretnym fragmencie znalazło się coś szczególnego, ale dlatego, że jest to książka na swój sposób przeklęta, książka do której będziemy wracali i która jest najczystszym dowodem na istnienie bezgranicznej ludzkiej głupoty. Jest to swoisty dowód na to, jak człowiek doprowadził do swojego unicestwienia – jak świadomie doprowadził do upadku cywilizacji lub jak doprowadził do „końca świata jaki obecnie znamy”.

Odkładam ją i po chwili wracam do niej ponownie… znowu to samo. Silne wzruszenie, smutek, lęk, zniechęcenie i apatia… właśnie takich uczuć doświadczam gdy czytam „Granice wzrostu” – naukową publikację z 1972 roku. Książka ta, zwiastowała upadek naszej cywilizacji jeżeli gwałtownie nie zaczniemy przeciwstawiać się problemowi zmieniającego się klimatu.

Świat jutra czy świat dzisiaj?

Jest rok 2018! Minęło 46 lat. Nie zrobiliśmy absolutnie nic co mogłoby pomóc. Wszystkie podejmowane działania miały na celu wyłącznie uspokojenie naszego sumienia, by ktokolwiek z nas dzisiaj lub w przyszłości miał moralną możliwość powiedzieć sobie, że nie dało się zapobiec katastrofie, że zrobiliśmy absolutnie wszystko… to nieprawda. Nie zrobiliśmy nic. Jest rok 2018 a my, dalej liczymy na naukowców, którzy jak waleczni rycerze obronią nas przed katastrofą. Będą to jednak jeźdźcy apokalipsy w bardzo dosłownym przekładzie. A wszystko to, za sprawą mechanizmów obronnych w jakie wyposażyła nas matka natura.

Czy istnieje szansa, że w ciągu 10-15 lat wyzerujemy zużycie CO2? Jeżeli wydaje się to Tobie absurdalne, równie absurdalna jest możliwość, że nasza cywilizacja ma szanse przetrwać następne 100 lat!

Nasz gatunek unicestwił się sam i my wszyscy gotujemy sobie nasz własny los. APATIA jest słowem, które w swojej prostocie idealnie odzwierciadla społeczną anomię. Plus dla tych, którzy odpowiedzialność za to wszystko przenoszą na „jakichś tam obcych” – polityków, których my sami wybieramy. Plus dla nich, ponieważ będą mogli we własnym ogłupieniu żyć z czystym sumieniem. Oni wycierpią znacznie mniej od nas – tych, którzy świadomi są zbliżających się zmian oraz swojej własnej bezradności.

Zrucam z siebie skórę bycia człowiekiem… porzucam ten stan i porzucam aktywizm, przynajmniej ten, który przez lata niczego nie zmienił.

Zielona Zmiana czy Orwell?

Udajemy więc, że nie wiemy, że nie widzimy i że nie słyszymy! My ludzie, teoretycznie wykształceni w zachodnim skonsumowanym świecie. Udajemy, że nie rozumiemy, a nawet udajemy, że nie potrafimy czytać i samodzielnie myśleć… Udajemy, że sprawy klimatu są dla nas zbyt skomplikowane, że to nie nasz problem.

A ty? Czy Ty również udajesz…? Zapewniam Cię, że nie masz się czym przejmować… udają wszyscy! Klimatolodzy, naukowcy, politycy, ekonomiści… a nawet firmy ubezpieczeniowe i wielkie korporacje. Wiedzieć, rozumieć i akceptować, to coś więcej niż udawać…

NGO-sy w służbie bezradności

Największe organizacje pozarządowe działające na rzecz klimatu, te które powszechnie uważane są za zbyt radykalne rezygnują z ostrej krytyki dla zachowania swojego własnego status quo. Organizacje, które ponad 40 lat tematu walczyły przeciwko testom broni jądrowej, dzisiaj bardzo rozsądnie planują każdy kolejny krok – tak, jakby wzięły na swoje barki tę samą anomiczną retorykę – udawania, że wszystko jest w porządku. NGO-sy, które udają, że na wszystko jest jeszcze czas.

Powinniśmy krzyczeć, że neoliberalny zielony kapitalizm nie stanowi rozwiązania naszych najbardziej palących problemów!

Powinniśmy krzyczeć, że jedynym sposobem na ograniczenie skutków tych zmian nie jest szukanie alternatyw, ale RADYKALNE ograniczenie wzrostu!

I mam tutaj na myśli radykalne ograniczenie jakiegokolwiek wzrostu, ponieważ nawet rozwój ekologicznych technologii (panele słoneczne, turbiny wiatrowe), przenosi de facto konsumpcję na inne segmenty rynku. Każda taka transformacja przyczynia się do wzrostu – ale aby ograniczyć wzrost, musimy zrezygnować z konsumpcji, a właściwie z całego systemu kulturalno-społecznego w jakim się znajdujemy i do jakiego zostaliśmy przygotowani w trakcie edukacji. Trzeba odrzucić starą moralność i zastąpić ją zupełnie nową – opartą o inne priorytety, moralność w której człowiek oraz jego przetrwanie jest istotniejsze od wzrostu gospodarczego, który w istocie doprowadza nas do upadku.

Czy zatrzymanie jest możliwe?

Nie. Jest już zdecydowanie za późno. Naukowcy tacy jak D. Meadows, którzy brali udział w procesie badawczym „Granic wzrostu” są przekonani, że istotne granice zostały już przekroczone. Czy w takim razie pozostaje nam już tylko business as usual i czekanie na własną śmierć? Ograniczenie konsumpcji spowolni proces następujących zmian, ale na pewno ich nie zatrzyma. Proces zmian klimatu wchodzi aktualnie w fazę samonapędzającego się koła – osiągnęliśmy punkt zero – nie jesteśmy w stanie zatrzymać tego, co nastąpi w ciągu najbliższych dekad.

Gatunek Homo sapiens, doprowadził do totalnej eksterminacji przyrody: od zarania cywilizacji zgładził ponad 50% roślin oraz 83% wszystkich dzikich ssaków. „Zbiorowość ptaków składa się w 70% z drobiu hodowlanego. W przypadku ssaków obraz jest jeszcze bardziej ponury – 60% to zwierzęta gospodarskie, głównie bydło i świnie, 36% to ludzie, a tylko 4% to dzikie zwierzęta”*.

W aktualnej sytuacji jedyna racjonalna postawa polega na możliwie szybkim popełnieniu samobójstwa lub nisko inwazyjnym oczekiwaniu na własną śmierć! Ale bycie świadomym następujących zmian to również samobójstwo. Poszerzanie swojej wiedzy w tym zakresie, to bezpośrednia droga do wypalenia. Potrzebujemy czegoś nowego… potrzebujemy zmiany w sobie (inner wolrd).

Jak poradzić sobie ze zmianą, której się wszyscy boimy?

Musimy wreszcie zrozumieć istotę iluzji w jakiej się aktualnie znajdujemy. Wszystkie przedmioty jakimi się otaczamy są wyłącznie zestawem symboli, które stworzyła nasza destrukcyjna kultura!

„Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”Mahatma Ghandi

Czasami, gdy powtarzam sobie, że nic już nie jesteśmy w stanie zrobić, zastanawiam się, czy nie zidiociałem za bardzo?!!?

Przyznaję, że radykalne działania organizacji takich jak m.in. PETA mocno przyczyniły się do „nagłośnienia problemu” – o to zawsze chodziło w „bombie informacyjnej” o której pisał Robert Hunter dla Vancouver Sun w latach 60-tych. Lejtmotyw bycia friendly dla wszystkich sprawił jednak, że w kwestii zmieniającego się klimatu, od czasu opublikowania Raportu Klubu Rzymskiego (1972) sytuacja się wyłącznie pogorszyła… więc pozostaje pytanie i dysonans poznawczy – czy naprawdę mamy jeszcze czas na nie-radykalność?

Jeżeli społeczeństwo globalne nie rozumie „problemu”, a właściwie jego istoty, toteż cóż innego jak nie radykalny aktywizm ma szansę to zmienić. Można sobie kupować kawę fair trade i chwalić jej aromat na Inście… ale na istotne zmiany jest już za późno. To takie… kapitalistyczne pranie mózgu, które przyczyniło się jedynie do zagłaskania naszego sumienia na śmierć.

Wszystkie ręce w górę!

Trzeba zacząć palić opony… i potraktujcie to jak metaforę, a nie moje osobiste nawoływanie do rzeczywistych aktów terroryzmu. Słowami Gandhiego: „Oko za oko uczy­ni tyl­ko cały świat śle­pym” i tym samym, zmianę należy zacząć od siebie: „Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie”.

…więc palcie opony w swoim sercu…

Wszystko co znamy i co cenimy rozsypie się na naszych oczach. Skąd u mnie ten defetyzm? Interesuję się zmianami klimatu już od ponad 10 lat – obserwowałem jak zmieniała się retoryka od „klimatycznych teorii spiskowych” do uznania, że na zmianę jest już za późno. I rzeczywiście… Ale człowiek w swej ślepocie – a czerpię w tym momencie uzasadnienie swoich poglądów w psychologii społecznej – będzie do samego końca wierzył w iluzję, ponieważ tylko ona pozwala mu na wypełnienie swojego egzystencjalnego absurdu. I nie ważne co będzie tą iluzją: Bóg, prawda, miłość, rodzina, wolność – skazani jesteśmy na nadzieję do samego końca.

Czy pozostało nam coś jeszcze?

Spokój… w sytuacji w jakiej się aktualnie znajdujemy tylko spokój pomoże nam zachować pewną przyzwoitą „normalność” niezależnie od tego, co wydarzy się w ciągu najbliższych dekad. Najważniejsze jest pogodzenie się i zaakceptowanie naszej bezradności. Wiara w to, że jesteśmy w stanie odwrócić „postęp” o 180 stopni, aby na nowo zjednoczyć się z utraconą naturą jest niemożliwa. Jeżeli nadal masz nadzieję, że globalne społeczeństwo zjednoczy się w celu zniszczenia (lub choćby zakwestionowania) aktualnego systemu, który doprowadził do destrukcji naszej planety, mam dla ciebie wyłącznie złą wiadomość. Analiza społecznej historii ostatnich 50 lat wskazuje bezpośrednio na błąd ewolucyjny naszego gatunku. Schopenhauer miał rację twierdząc, że człowiek jest wyłącznie sumą popędów. Nawet jeżeli zakwestionujemy jego filozoficzny pesymizm, przyznajmy sobie szczerze, że popędy odgrywają w naszym życiu główną rolę.

Spokój to jedyna postawa, którą możemy świadomie kontemplować, ale aby go osiągnąć, musimy totalnie zaakceptować następujące zmiany i potraktować je tak, jakby były naturalną konsekwencją naszej ewolucji. Kolejnym celem, będzie zaakceptowanie siebie – porzucając swoje własne fałszywe ego. Powinniśmy zrezygnować z własnej samooceny, ponieważ to ona sprawia, że stale chcemy lepiej, więcej i szybciej. Tylko dzięki temu odrzuceniu przestaniemy pragnąć zmieniać sytuację w jakiej się aktualnie znajdujemy. Pozostanie nam tylko spokój i jednocześnie, skupienie uwagi na tym, co powinno być dla nas najważniejsze. Będzie to pragnienie współczucia (lub miłości) dla wszystkich tych, którzy nas otaczają. Kontemplujmy to… niech współczucie stanowi dla nas główny cel. Świata już nie uratujemy, ale siebie możemy…

…na to zawsze jest czas!

Wielu aktywistów z którymi miałem do czynienia od lat powtarza jak mantrę słowa Margaret Mead: „Nigdy nie wątp, że mała grupa troskliwych ludzi mogłaby zmienić świat. Tak naprawdę to jedyna rzecz, która go kiedykolwiek zmieniła”. Wiara w powodzenie ruchów społecznych, czy też samego aktywizmu, jest wynikiem naszego fałszywego ego – które nie jest tożsame z „świadomością” społeczną. Bardzo późno zrozumiałem, że gdybyśmy rzeczywiście mieli wpływ na to, co dzieje się z naszą planetą, byłoby to wynikiem świadomości kolektywnej, a nie naszej jednostkowej. Wiara w nasze własne możliwości oraz przeciwstawienie naszych poglądów z tymi, „którzy się mylą” – niczego nie zmieniła, a jedynie stwarza wokół nas kolejne cierpienia, które z czasem staje się częścią nas samych. Dlatego należy porzucić taki punkt widzenia i uznać, że tak właśnie miało być, ponieważ jest to tak jakby zapisane w naszej kolektywnej świadomości. Cywilizacja, którą stworzył człowiek, jest skazana na upadek.

Czy to jest tożsame z ignorancją?

Brodzimy po kolana w naszej pseudo-boskości. Naiwna wiara, że możemy coś jeszcze zmienić prędzej czy później doprowadzi nas do frustracji, która zakończyć się może załamaniem nerwowym, depresją lub wypaleniem. W ten sposób staniemy się więźniami naszego własnego umysłu.

Aby odnaleźć siłę w sobie, musimy najpierw uspokoić nasz własny umysł – wyłączyć jego chaotyczny bieg.

Czy naprawdę ktokolwiek z Was wierzy, że wszystko co robi, jest czymś więcej niż zlepkiem pragnień i dążeniem do ich realizacji? Czy jest jakakolwiek idea, dzięki której moglibyśmy usprawiedliwić naszą obecność na tym świecie? Wszystkie znane nam wartości są iluzją taką samą, jaką iluzją jest możliwość „uratowania” świata przed cierpieniem.

Jeżeli nastąpią jakiekolwiek zmiany w systemie kulturalno-społecznym, nie będzie to zasługa ruchów społecznych, ani aktywistów, ale szoku z jakim będzie musiało się zmierzyć globalne społeczeństwo.

Jedyne co naprawdę możemy zrobić, to żyć w jak najlepszej harmonii z otaczającym nas światem – sami dla siebie.

Świata już nie uratujemy, ale siebie możemy…


* Źródło cytatu pochodzi ze strony: https://exignorant.wordpress.com/
* Photo by Denys Nevozhai on Unsplash