Prokreacja w płynnej nowoczesności

0
148
views
mit syzyfa

Prokreacja, bunt życia, Syzyf i Prometeusz…O buncie w płynnej nowoczesności, w której nie ma już żadnych wyraźnych struktur… O nowoczesności, w której pojęcie konformizmu stanowi raczej sposób dostosowania się, niż wpasowania w wymagany od nas model. O płynności oraz o tym, jak bardzo w niej toniemy i jak bardzo przytłaczająca jest dla nas jej niepewność.

Gdy pytam o płynną nowoczesność, nie mam na myśli ani siebie, ani żadnej innej osoby lub grupy społecznej. Mam na myśli nas wszystkich w płynnej nowoczesności – w bliżej nieokreślonym czasie, gdzieś na początku XXI wieku. Jeżeli spróbujecie dowiedzieć się czym jest płynna nowoczesność to prawdopodobnie znajdziecie szereg cytatów i żadnej konkretnej definicji.

Płynna nowoczesność Zygmunta Baumana

Postaram się ją wyjaśnić własnymi słowami, najprościej jak potrafię. Żyjemy w świecie w którym nie istnieją żadne prawdy absolutne, ponieważ wszystko łącznie z wartościami stało się relatywne. Dzieje się tak za sprawą dekonstrukcji tj. wielości możliwych interpretacji – prawda absolutna jako wartość nie istnieje. Płynna nowoczesność jest tym, czego prawdopodobnie chciał sam Nietzsche, gdy mówił o przewartościowaniu wszelkich wartości. My jednak, w przeciwieństwie do niego nie jesteśmy tymi, którzy mogliby z tego korzystać. Gubimy się, a brak z góry określonych celów wywołuje u nas coraz większe zakłopotanie.

W społeczeństwie tradycyjnym struktura społeczna jest prosta: mężczyzna lub kobieta dojrzewają w patriarchalnym społeczeństwie i pragną dla siebie tego samego, czego chcieli od życia ich rodzice. Kluczem jest prokreacja – pracują, uczą się, zdobywają doświadczenie – wszystko wyłącznie po to, by się rozmnożyć.

Prokreacja – wyłącznie na niej skupione jest całe nasze życie. Iluzją jest myślenie o sobie w kategoriach życia bardziej bogatego i pełnego różnych metafizycznych doświadczeń. Stojąc z boku, jesteśmy nikim… to tylko popędy, zlepek różnych emocji i pragnień. Absolutne nic pomiędzy absurdem naszego urodzenia oraz absurdem naszej śmierci.

Taka jest płynna nowoczesność. Żadne wartości nie mają większego znaczenia oprócz tych, które zdefiniujemy sami dla siebie. W tradycyjnym społeczeństwie jest o tyle łatwiej, że jeżeli prokreacja stanowi nasz największy życiowy cel, wszystko co człowiek robi jest robione w sposób zamierzony. Niewiele jednak różnimy się od zwierząt, choć próbujemy robić wszystko co możliwe, by nadać swojemu życiu jakieś większe znaczenie – większe od sumy popędów jakie nami kierują.

Prokreacja i jej brak, czyli VHEMT

Całkowita utrata celowości naszych działań następuje wtedy, gdy świadomie rezygnujemy z prokreacji – kiedy podważamy najbardziej ludzki cel naszego życia. Tak następuje pustka totalna! Jaki cel miałoby nasze życie, gdybyśmy mieli je tylko przeżyć w najbardziej hedonistycznej i przyjemnej dla nas formie?

Pytania, które się pojawiły nabrały prawdziwego znaczenia, gdy zapoznałem się z ruchem na rzecz dobrowolnego wymarcia ludzkości (www.VHEMT.org). Jest to bliżej nieokreślona grupa osób, które świadomie rezygnują z prokreacji dla ratowania planety (sic!)!?!

Codziennie na świecie umiera 40 tysięcy dzieci z których prawie połowa umiera z powodu głodu.

Niedożywienie nie jest spowodowane brakiem jedzenia, ale złą dystrybucją towarów. Ludzie głodują ponieważ nie mają pieniędzy na zakup jedzenia! Decyzja o stworzeniu kolejnej istoty wobec tylu cierpiących ludzi wydaje się być egoistyczna – jesteśmy egoistami w stosunku do reszty świata! Wiedząc to wszystko, sama chęć posiadania dziecka jest potrzebą całkowicie absurdalną – mimo tego, że wszystkie znaki na niebie, a właściwie nasza biologia i to, do czego nas przygotowała, zmuszają nas do prokreacji.

Jaki jest koszt posiadania dziecka?

Ile ludzi przyjmie nasza planeta? Do 2040 roku ma być ich ponad 9 miliardów, a potem jeszcze więcej… Skoro nie jesteśmy w stanie zapewnić godnego życia ludziom, którzy już są na tej planecie, po co tworzyć kolejne życie – nawet jeżeli nasze dziecko będzie pod pełną opieką, gdzieś tam w świecie pojawią się takie, które umrą z głodu.

Każdy z nas w trakcie swojego życia zużyje jakieś 515 tysięcy ton dwutlenku węgla. Koszt wychowania dziecka w Polsce wynosi od 176 tysięcy do 200 tysięcy złotych (do osiągnięcia pełnoletności). Ale jak można przeliczać życie ludzkie na… pieniądze? Powiedzmy, że nie można… dlatego przeliczmy je na życie innych ludzi! I tak… za te 200 tysięcy złotych, czyli równowartość naszego potomstwa możemy:

  • kupić 129 pomp do wody dla studni na głębokość 45 metrów
  • opłacić szczepionki oraz ich dystrybucję dla 147 819 dzieci
  • wymienić na 11 457 378  tabletek, którymi uzdatnimy 57 286,9 m3 wody, czyli jakieś 5,72 km3

Jaka będzie przyszłość? Będzie więcej ludzi oraz jeszcze więcej głodu i cierpienia – a wszystko to w cieniu rozwijających się społeczeństw zachodu.

Grzech ojcostwa i grzech macierzyństwa

W najbardziej radykalnej formie, samo spłodzenie lub urodzenie dziecka stanowi grzech. Dla niektórych będzie to dosłownie „grzech ojcostwa” lub „grzech macierzyństwa” – grzech, który został poczyniony z absurdalnej potrzeby przedłużenia swojego gatunku. Dlaczego absurdalnej? Z punktu widzenia przetrwania naszego gatunku, nie istnieje żaden powód dla którego powinno być nas aż tak dużo! Gdybyśmy przyjrzeli się naturze zauważylibyśmy, że wszystkie ssaki w jakiś sposób regulują swoją populację – np. nie przystępują do prokreacji w czasie suszy. Tak reguluje się natura – i tak było od zawsze do pojawienia się człowieka – istoty, która wymknęła się spod kontroli… człowiek, to dla Matki Natury nieudany eksperyment.

Prokreacja i konsekwencje bezdzietności

Z bezdzietnością związany jest problem natury egzystencjalnej… Jeżeli zgodzimy się z ruchem VHEMT, że ludzi na świecie generalnie jest za dużo, że prokreacja w obecnych czasach jest zła, że od dzisiaj sami na nowo będziemy definiować własny system wartości, to… no właśnie… i co dalej?

«Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi». Rdz 1, 28

Jak zdefiniować cel swojego życia, jeżeli przestaniemy być płodni, jeżeli przestaniemy się rozmnażać? Jaki sens ma nasze istnienie, jeżeli pozbawimy go czegoś, co jest najważniejsze dla każdej żywej istoty? Moglibyśmy żyć i łączyć się z innymi, ale bez dzietności będzie to udawanie, że ponad wspólnym życiem jest coś więcej.

Kogo stać na odrzucenie społecznie akceptowanego celu do jakiego wszyscy jesteśmy wychowani? Jeżeli przestaniemy marzyć o posiadaniu dzieci, staniemy się odpowiedzialni wyłącznie za siebie. Jak wypełnić pustkę która w nas pozostanie? Jaki cel wybrać, by nasze życie miało sens? Co zrobić, aby de facto czekanie na własną śmierć, było czymś istotniejszym od popełnienia samobójstwa?

Zwykle buntujemy się przeciwko temu, co podpowiada nam jak powinniśmy żyć. Poza tymi strukturami jest płynność – nasza płynna nowoczesność, czyli brak idealnej ścieżki jaką powinniśmy wybrać. Wszystko poza prokreacją traci sens. Jeżeli będziemy w tym absolutnie sami, przestaniemy być za kogokolwiek odpowiedzialni… czujecie ten nihilizm? On wypełnia nasze trzewia i kończy z nami tak samo jak w koniu turyńskim!

Koń Turyński – nihilizm totalny

Koń Turyński to film Béla Tarra z 2011 roku, w którym przedstawiono nihilizm totalny. Dwoje ludzi nie robili absolutnie nic poza zaspokajaniem swoich najbardziej fizjologicznych potrzeb. Między bohaterami filmu nie istnieje żadne więź, nie łączy ich absolutnie nic. Ich życie jest puste i nie ma żadnej wartości. Nawet koniec świata i zapadnięcie ciemności nie ma wpływu na to, jak zachowują się wobec losu z jakim przyszło im się zmierzyć! Film wywołuje odrazę i niechęć – to jest bunt odbiorcy przeciwko nihilizmowi – tak jakby buntowanie się samo w sobie stanowiło cel, czyli to, co niektórzy nazwaliby radością lub sensem życia.koń turyński

Koń Turyński to piekło bezdzietności,
piekło samotności.

Szczęście ludzi polega na tym, że nigdy – absolutnie nigdy – nie zastanawiają się po co żyją. Dlaczego 40 tysięcy dzieci umiera każdego dnia? Ludzie nie zastanawiają się nad tym – czy naprawdę potrzebują dzieci – posiadanie ich jest społecznie normalne lub akceptowalne – a ich nieposiadanie jest podjęciem decyzji – wyłamaniem się! Jest to decyzja, której konsekwencją będzie egzystencjalna pustka lub moralna samotność – bezdzietność to bezcelowość. Wszystko co robimy, absolutnie wszystko, będzie jeszcze bardziej egoistyczne, jeżeli zrezygnujemy z grzechu rodzicielstwa.

Gdybyśmy powszechnie zrezygnowali z dzietności, narazilibyśmy na szwank nie tylko naszą kulturę, ale cały system kapitalistyczny w jakim żyjemy. Nie chodzi mi wyłącznie o niewypłacalność emerytur, oraz o to, kto się będzie nami opiekował gdy się zestarzejemy… Zastanawiam się, co by się stało z gospodarką, która przestaje się opierać na wzroście materialnym – co by się stało z ludźmi, którzy rezygnują z potrzeby gonienia za sukcesem?

Pogarda dla własnego nieszczęścia

Nihilizm totalny – żyjemy sami dla siebie i bez żadnego celu! Nihilizm lub egzystencjalizm… ponieważ jedyne co przychodzi mi do głowy jako pocieszenie w tej absurdalnej rzeczywistości, to Mit Syzyfa u Alberta Camusa:

Nie ma takiego losu, którego nie przezwycięży pogarda.

Syzyf u Camusa buntuje się bogom, których istota polega na pocieszeniu – bogowie istnieją tylko dlatego, że dają nadzieję ludziom. Bez tej złudnej iluzji nie byłoby bogów. Człowiek żyje dzięki nadziei, że w przyszłości spotka go coś dobrego – planuje swoje życie, decyduje się na zakładanie rodziny wyłącznie dlatego, że jest przekonany o szczęści jakie dzięki niej osiągnie.

Świadomość iluzji i własnej pozycji

Pozbycie się iluzji to dla Camusa zwycięstwo absurdalne – i na tej podstawie tworzy sens swojego życia. Oznacza to, że Syzyf może być szczęśliwy tylko wtedy, gdy zrozumie i zaakceptuje absurd swojego życia oraz iluzję nadziei. Wszyscy jesteśmy w pewnym sensie Syzyfem – żyjemy pozbawieni celu czy też sensu – a jedynym co może nas wybudzić z nihilizmu, oprócz posiadania dzieci, to zaakceptowanie tej bezsensowności. Dlatego Syzyf przestanie odczuwać cierpienie, jeżeli przestanie marzyć o innym życiu.

Aby wypełnić ludzkie serce, wystarczy walka prowadząca ku szczytom. Trzeba
wyobrazić sobie Syzyfa szczęśliwym.

Albert Camus nie kończy na samym Syzyfie i akceptacji swojego losu. Pojawia się u niego również postać Prometeusza, który wykradł bogom wiedzę, aby przekazać ją ludziom cierpiącym biedę. Prometeusz symbolizuje życie dla innych, czyli podejmowanie działań na rzecz dobra wykraczającego ponad jego własny los. Życie takie, powinno mieć właściwą miarę w obrębie swoich własnych możliwości.

Wszystko jest dobre

Zarówno Syzyf jak i Prometeusz stanowią dwie równoważne alegorie życia, które mogą być pełne i satysfakcjonujące w bucie. Nawet buntując się przeciwko społeczeństwu oraz prokreacji, przeciwko temu do czego świadomie zmierza większość z nas, mamy szansę na życie szczęśliwe.

Mówię, że wszystko
jest dobre – oświadcza Edyp.

A jedyne co pozostaje w tym życiu, to życie w umiarze – by czas mieć dla siebie i dla innych – lub by poświecić je dla innych – jak Prometeusz. Człowiekiem zbuntowanym jest ten, kto świadomie wybiera życie – i traktuje sam akt życia – jako wyraz własnego buntu. Buntować się, czyli akceptować swój los i z pogardą patrzeć na nieszczęścia.

Jeżeli świadomie rezygnujesz z posiadania dzieci – twoje życie dosłownie traci swoją celowość – wszystko przestaje mieć sens a Ty, bierzesz na swoje barki odpowiedzialność wyłącznie za siebie. Świadomość absurdu daje się pogodzić z pogardą – jak Syzyf, który zaakceptował swój los. Aby wypełnić pustkę, można żyć dla innych – być Prometeuszem, szczęśliwym w tragedii jakiej się doświadcza – w bezsensie.

Bunt będzie jednocześnie Syzyfem i Prometeuszem – Syzyfem, aby nie marzyć o innym życiu, Prometeuszem, aby poświęcić się dla innych…