Miłość jako droga do duchowego oświecenia

0
639
views
miłość a fałszywe ego
fałszywego ego i miłość

W kilku poprzednich artykułach porównywałem egocentryzm i biocentryzm ponieważ dobre zrozumienie tych postaw jest istotnym elementem głębokiej ekologii. Nie było dla mnie żadnym zaskoczeniem odkrycie, że prawdopodobnie wszyscy głębocy ekolodzy oraz filozofowie pretendujący do tego miana, czerpali garściami z filozofii wschodu. Poniżej staram się zestawić i porównać ze sobą te koncepcje, by udowodnić, że „Miłość jako współczucie jest najkrótszą drogą do duchowego oświecenia”.

Głęboka ekologia a rozwój duchowy

Wszystkie problemy jakie nas dręczą we współczesnym społeczeństwie posiadają swój wspólny mianownik – i jest nim brak odpowiedniej świadomości, lub inaczej, błędne wyobrażenie na temat tego, kim jesteśmy w stosunku do otaczającego nas świata? Kim jestem? Czym Ja jestem wobec innych? Czym jestem wobec wszystkich moich doświadczeń?

Czy głęboka ekologia może skutecznie zastąpić „religię” oraz, czy praktykowanie jej  może stanowić alternatywne dla aktualnego modelu społeczno-kulturowego w jakim jesteśmy zakorzenieni? Czy głęboka ekologia może stanowić istotny element w rozwoju duchowym, by w ten sposób rozwiązać nasze osobiste problemy? Tym razem sięgniemy do korzeni naszego zachodniego stylu życia, który trzyma nas w błędnych przekonaniach – zarówno o sobie jak i o wszystkich, którzy nas otaczają!

Fałszywe EGO i nowa rzeczywistość

Kilka dni temu miałem osłabiony nastrój, byłem zmęczony, czułem się mocno przygnębiony. Miałem wrażenie, że sprawy którymi się aktualinie zajmuje zaczynają mnie przytłaczać. Dotyczyło to zmiany pracy, rozstania się z bliską osobą, nadmiaru materiału do nauczenia się, a ponadto… czytałem wtedy Naomi Klein, która jak nikt inny, potrafi zanudzić na śmierć. Tematem jej książki „To zmienia wszystko” są zmiany klimatu oraz absurdalność i niemoc polityki… a to jeszcze bardziej mnie pogrążyło. Chwilę potem, dosłownie w mgnieniu oka poczułem się znacznie lepiej… Wystarczyło wtedy uświadomić sobie, co było rzeczywistym powodem mojego samopoczucia.

W tamtej chwili problemem nie była sytuacja w jakiej się znalazłem, ale wyobrażenie sobie sytuacji w jakiej mógłbym się znajdować – czyli iluzji, którą sam dla siebie stworzyłem. Rzeczywistym powodem mojego przygnębienie było w istocie porównanie aktualnej pozycji do tej iluzorycznej, która nie istniała w rzeczywistości. Odsunięcie jej wystarczyło, by na nowo pojawić się w chwili obecnej, by skupić się wyłącznie na tym, co jest tu i teraz.

Temat ten pojawił się w artykule Wewnętrzna pewność siebie. Po raz pierwszy użyłem tam określenia „fałszywe EGO” i po raz pierwszy napisałem coś, co może przypominać poradnik motywacyjny. W praktyce tej chodzi o odszukanie w sobie nowej perspektywy – i to rzeczywiście pokrywa się z filozofią głębokiej ekologi. Powinniśmy przyjąć to jako pewien paradygmat… gdybyśmy szukali odpowiedzi na to, czym jest głęboka ekologia – jednym z jej głównych elementów będzie krytyka egocentryzmu, który głęboko zakorzeniony jest w zachodniej kulturze. Szukając dla niej alternatywy, prędzej czy później sięgniemy do myśli wschodniej.

Nasza tożsamość jest māyā

Pewnemu mężczyźnie spodobała się kobieta, która nic do niego nie czuje. Cierpi on z tego powodu… nie… wróć? Z jakiego powodu on tak naprawdę cierpi? Czy ktoś mu coś zabrał? Czy ktoś zrobił mu krzywdę? Nie! Powodem jego cierpienia jest on sam! Stworzył on sztuczne wyobrażanie związku, który potencjalnie mógł powstać. Zanim to jednak nastąpiło, zmierzył się z rzeczywistością. Wszystko to, o czym myślał i co stanowiło jedynie jego indywidualne wyobrażenie było iluzją, czyli maya!!!

I to co jest najważniejsze w całej tej filozofii: nasze EGO jest wydzielone ze świata. Nasze JA – czyli self oraz maya – nie jest częścią świata w którym się AKTUALNIE znajdujemy. Gdy nie osiągamy tego co chcemy, oskarżamy innych – dosłownie, szukamy „problemu” w świecie zewnętrznym, a samych siebie traktujemy jako ofiary – i tak właściwie czuje się każdy człowiek, którego uczucia zostały odrzucone.

Zbliżamy się do sedna: maya to nasze wyobrażenie – iluzja. Szukamy problemu na zewnątrz (outer world), następnie wizualizujemy naszych wrogów: reptilian, masonów, żydów, uchodźców, polityków, jakiś tam obcych, którzy nami kontrolują, szukamy właściciela Matriksa, Wielkiego Brata… i zapominamy o tym, że rzeczywistość istnieje tylko w nas (inner world). Obcy są obcymi tylko dlatego, że nie są nami! Frustrujemy się tym, że inni nie spełniają naszych oczekiwań – tych dotyczących wyglądu jak i zachowania!

Matriksem jesteśmy my sami i tylko my jesteśmy odpowiedzialni za nasze emocje i pragnienia!

Nasze EGO jest naszym największym wrogiem, demiurgiem zasługującym wyłącznie na pogardę. Jeżeli masz jakiś problem – jego rozwiązanie znajduje się wyłącznie w Tobie – w twojej świadomości! Oskarżanie innych za niespełnianie Twoich oczekiwań, jest mentalnością dziecka i jednocześnie, mentalnością człowieka zachodu.

Zachowanie takie jest szeroko rozumianym faszyzmem naszych czasów (od łac. fasces – wiązki, rózgi liktorskie). Jest to próba dopasowania innych do nas samych, wszechobecna kontrola i brak przyzwolenia na indywidualizm, wolność i niezależność innych osób.

Samadhi jako nowa rzeczywistość

Jak uwolnić się od fałszywej rzeczywistości (maya) oraz fałszywego EGO (ahankara – dosł. sprawca ja)? Trzeba się dosłownie zabić! Trzeba zabić swoje wewnętrzne EGO i wszystko co jest z nim związane – nasze pragnienia, wyobrażenia, naszą samoocenę. Stan mentalnej śmierci można osiągnąć na dwa sposoby: za pośrednictwem narkotyków (szczególnie dimetylotryptaminy) lub długotrwale praktykując medytację.

Kill your fucking ego!
…and start flying 🙂

Medytując powinniśmy starać się nie myśleć ← wypracować w sobie mechanizm lub umiejętność dzięki której, będziemy mogli w każdej chwili odsunąć od siebie negatywne emocje, by w ten sposób skupić się na tym, co jest tu i teraz! Praktycznym celem medytacji jest umiejętność „totalnego” kontrolowania swoich emocji – świadomość tego, że wszystkie myśli, które się pojawiają (wspomnienia, marzenia, pragnienia) są iluzją i każdy z nas może te myśli odsunąć z taką samą łatwością, z jaką pojawiły się one w naszym umyśle.

Coś więcej niż tylko ekologia

Głęboka ekologia, która czerpała z religii dharmicznych, wykracza poza ekologię humanistyczną w tym sensie, że jest ona bardziej duchowością niż nauką. Praktykowanie jej przypomina rozwój duchowy, który w przeciwieństwie do rozwoju osobistego skupiony jest na: (1) rezygnacji z fałszywego EGO (maya), oraz na (2) utożsamieniu się ze wszystkimi istotami żywymi lub z całym wszechświatem (samadhi). Można to osiągać dzięki medytacji lub odosobnieniu – przebywaniu w naturze i w samotności.

Z jednej strony mamy ekologię humanistyczną oraz ekofilozofię i ekologię społeczną, a z drugiej strony głęboka ekologią. Ta ostatnia wyróżnia się tym, że jest praktycznym działaniem, a nie tylko teoretycznym konstruktem. W głębokiej ekologii nie powinno chodzić o jej zrozumienie, ale o jej praktykowanie tak samo jak praktykowana może być medytacja.

Jeżeli w głębokiej ekologii porzucamy antropocentryczny model świata, w którym to człowiek stanowi jednostkę dominującą – praktyka jej powinna urzeczywistnić tę myśl. Powinniśmy utożsamić siebie ze wszystkimi istotami żywymi i z całym wszechświatem.

Czym jest, a czym nie jest rozwój duchowy?

Nie jest religią, nie opiera się on na dogmatach ani na przekonaniach doktrynalnych. Rozwój duchowy – poprzez lepsze i zdrowsze budowanie własnej tożsamości i uwolnienie się od fałszywego EGO – to skrzydła, dzięki którym naprawdę możemy latać! Fałszywe EGO trzyma nas w okowach iluzji – jest ono matriksem, który tworzymy sami dla siebie. Rozwój duchowy to sposób na życie w pełni, świadomie, wolnym od lęku i niepokoju, wolnym od kompleksów, oczekiwań i niespełnionych pragnień. Jest to również rozwój moralny i poprawienie naszych kontaktów z innymi – jest to sposób na tworzenie zdrowych relacji wolnych od manipulacji. Jest to wolność od teatralnej sceny na której cały czas odgrywamy naszą rolę – na której zakładamy naszą wewnętrzną maskę!

Przebudzenie i co ono dla nas oznacza

Oświecenie jest różnie nazywane i interpretowane, ale łącznikiem wielu definicji jest fakt „przebudzenia się” z iluzji, czyli pozbycie się maya. Silne narkotyki psychodeliczne potrafią wprowadzić nas w stan przebudzenie praktycznie od razu. Nie jestem jednak przekonany, czy stan chwilowej świadomości wglądu w naturę rzeczy przyniesie nam długotrwałe korzyści. Zupełnie inaczej jest z praktykowaniem medytacji. Trzeba jednak być świadomym, że medytacja jest wyłącznie środkiem do wyzwolenie się z iluzji (a nie celem samym w sobie).

Jeżeli w praktyce medytacyjnej staramy się przestać myśleć, to po co wyobrażać sobie cel takiej praktyki? W rzeczywistości wystarczy nam świadomość, że praktykowanie „uwolnienia umysłu” to metoda lub cel, która potencjalnie uwolni nas od iluzji w jakiej się znajdujemy. Im dłużej będziemy medytować, tym z większą łatwością będziemy odsuwać i kontrolować napływające do nas myśli. Stan oświecenia, jeżeli jest osiągalny, oznacza stabilność emocjonalną – umiejętność „sterowania” swoimi emocjami tak, jakby były materialnymi przedmiotami. Jest to pozbywanie się emocji w dowolnej chwili, aby zrobić więcej miejsca na myśli pozytywne takie jak np. miłość i współczucie.

Przebudzenie to porzucenie māyā

Współczesna miłość jest społecznym zniewoleniem, ponieważ jest to uczucie egoistyczne, które opieramy na naszych własnych oczekiwaniach.

Kiedy mówisz „Kocham Cię” podświadomie mówisz o swoich oczekiwaniach. „Kocham” oznacza „Oczekuję od Ciebie, że Ty również będziesz mnie kochać”, „Oczekuję tego samego od Ciebie”, „Pragnę Cię, więc i ty pragnij mnie”. Dalsze konsekwencje są jeszcze bardziej przerażające: „Kocham, więc oczekuję, że będziesz moim uzupełnieniem”. „Kocham moje dzieci, więc mam nadzieję, że osiągną to, czego ja sam nie mogłem osiągnąć”, „Kocham, więc oczekuję spełnienia się MOICH oczekiwań względem osoby kochanej”.

Miłość pozbawiona EGO jest energią jakiej możemy doświadczać wobec wszystkich osób, wszystkich istot żywych i całego wszechświata. Doświadczenie „współczucia” powinno nam w zupełności wystarczyć. Przyjmowanie miłości w sposób egoistyczny jest iluzją opartą na oczekiwaniach i własnych potrzebach. Kiedy mówimy „Ja cierpię” nie myślimy o faktycznym cierpieniu, ale o naszym EGO, czyli naszym JA.

„Ja cierpię” oznacza „Ja nie dostaję tego, co chcę”!

Jeżeli naprawdę kogoś kochasz, jeżeli szanujesz tę osobę i opiekujesz się nią, to chcesz odkryć kim ta osoba naprawdę jest. Nie oczekujesz od niej, że stanie się uzupełnieniem twojego własnego EGO. Pomagasz tej osobie stać się w pełni sobą. Chcesz jej ofiarować jak najwięcej miłości (energii), by mogła się rozwijać samodzielnie. Kochać kogoś, to pozwolić sobie umrzeć.

Miłość jako droga do duchowego oświecenia

Kochać innych bez EGO i bez oczekiwań – powinno to stanowić cel naszego duchowego oświecenia. Jeżeli osiągniemy taki stan świadomości, staniemy się moralnie idealni. Nauczyć się kochać bez EGO i bez oczekiwań. Jest to najwyższa forma oświecenia. Jest to miłość platoniczna lub miłość współczująca, która nie wymaga niczego w zamian. Czy taka miłość jest możliwa? Pomyślisz, że nie wszyscy są gotowi (lub godni) na przyjmowanie takiej miłości, że nie wszyscy chcą być tak kochani. Jeżeli jednak uważasz, że inni powinni być wdzięczni za taką miłość, znowu wracasz do punktu wyjścia. Oczekujesz czegoś konkretnego od tych innych, zamiast pozwolić im na zupełną wolność i niezależność. Nie pozwalasz innym również na wolność i niezależność od CIEBIE – od twojego JA, wewnętrznego EGO oraz moralności inner world.

Nie kieruj swojej miłości (współczucia) do konkretnych osób, ale do wszystkich istot żywych. Zjednocz się w swojej praktyce medytacyjnej z całym otaczającym nas wszechświatem. Nie kochaj innych bardziej niż siebie, ale też, nie traktuj siebie w szczególny sposób – ponieważ TY i twoje EGO, to tylko niewielka część świata, który powinien być przez Ciebie kochany.