GMO (bardziej) obiektywnie!

0
263
views
gmo obiektywnie
gmo

Do napisania tego artykułu sprowokowała mnie treść publikacji na niektórych profilach facebook’owych, między innymi „GMObiektywnie” oraz „Nie dla «Nie dla GMO»”. Kilka jednostronnych argumentów, z którymi się nie zgadzam, pojawiło się również na łamach tygodnika „Polityka”, a także na blogu Wojciecha Zalewskiego. Od jakiegoś czasu obserwuję pewną tendencję w środowisku wegańskim, którego działacze otwarcie popierają GMO twierdząc, że jego przeciwnicy traktują je w sposób nienaukowy. Zwolennicy GMO najczęściej atakują argumenty, które najłatwiej zdyskredytować, jednocześnie ignorują te mające wartość merytoryczną. Przedstawienie ich jest głównym celem niniejszego artykułu.

Wymienione niżej argumenty stanowią komplikację poglądów między innymi Jane Goodall (w „Mądrość i cuda świata roślin”), Marcina Gerwina (w „Żywność przyjazna dla klimatu”), Ryszarda Kulika (w „Stąpając mocno po ziemi” oraz innych artykułach w miesięczniku „Dzikie Życie”), Ala Gore’a (w „Ziemia na krawędzi”), Petera Singer’a (w „Etyka, a to co jemy”) oraz Elizabeth Kolbert (w „Szóste wymieranie”).

1. GMO to technologia, a nie ideologia!

Nie jestem całkowitym przeciwnikiem GMO. Kurczowo trzymam się stanowiska „raczej nie” dla GMO. Krytykuję jednocześnie zwolenników „hurra optymizmu”, jak również ich całkowitych przeciwników. Powinnyśmy sobie zdawać sprawę, że GMO jest tylko „metodą” lub inaczej, nauką o genetycznym modyfikowaniu żywności. W wyrażeniu „Stop-GMO” pojawia się tyle samo fanatyzmu, co w wierze w kreacjonizm. Nauka, sama w sobie, nie może być zła, tak samo, jak zła nie jest matematyka lub fizyka. Od nas zależy, w jaki sposób i w jakim celu z niej skorzystamy.

Stanowi to podstawę praktycznie wszystkich sporów. Często jest tak, że przeciwnicy GMO w rzeczywistości sprzeciwiają się monokulturom i wykorzystywaniu herbicydów. Ich argumentami najczęściej są „konsekwencje” praktyk stosowanych przez największe korporacje. Z drugiej jednak strony, zwolennicy GMO całkowicie odcinają się od tych kwestii i traktują GMO tak, jakby wszystkie modyfikowane rośliny były uprawiane w warunkach laboratoryjnych – bez szkód dla środowiska.

2. Niespełnione marzenia i dogmaty naukowe

Obietnice i nadzieje wobec GMO są olbrzymie, znacznie przewyższają to, co udało się już osiągnąć. Uważa się, że genetycznie modyfikowane organizmy w przyszłości nie będą wymagały stosowania jakichkolwiek chemicznych pestycydów oraz, że będą bardziej odporne na zmiany temperatur. Z tego względu uprawa GMO ma być nie tylko wydajniejsza, ale również bezpieczniejsza. Produkty GMO będę ładniejsze, smaczniejsze i większe – pozbawione wad. Będą doskonałe, a wszystko to, w rękach biotechnologów, którzy dowolnie będą je mogli modyfikować i dostosowywać do naszych potrzeb.

Niestety, to się jeszcze nie udało. Większość aktualnie uprawianych roślin GM (ponad 95%) jest modyfikowana w celu uodpornienia na Roundup lub inny herbicyd. Niektóre „projekty” pomimo pokładania wielkich nadziei, pomimo wielu lat badań, nigdy nie weszły do produkcji. Niedawno czytałem publikację, że tzw. „złoty ryż” może być gotowy w 2018 rok – czyli nadal nie istnieje! A mimo to, ponad stu noblistów podpisało się pod listem skierowanym do organizacji pozarządowych, aby te przestały go blokować. Ale „złoty ryż” nigdy nie był blokowany! Nie można zablokować czegoś, co de facto, nigdy nie powstało!

O mitycznym „Złotym Ryżu” GMO, Greenpeace i liście noblistów

3. Nie ma (oficjalnych) dowodów na szkodliwość GMO

A przynajmniej nie udowodniono by GMO było szkodliwe. Co wcale nie oznacza, że wyniki badań wskazujące na jego szkodliwość nie istnieją. Naukowców „anty-GMO” oskarża się o błędy metodologiczne. Nawet jeżeli później uda się komuś udowodnić, że miał rację, traci on reputację w środowisku naukowym. Warto tutaj wspomnieć, że instytucje nadzorcze nie wymagają od przemysłu GMO poddawania swoich produktów testom długoterminowym – aktualnie prowadzone eksperymenty najczęściej kończą się po zaledwie trzech miesiącach (sic!).

Najbardziej znanymi naukowcami sprzeciwiającymi się technologii GMO są: francuski biotechnolog Gilles-Éric Séralini oraz węgierski biochemik Árpád Pusztai. Aby zrozumieć ten mechanizm trzeba przyjrzeć się historii pewnego zjawiska. Jeżeli jakaś osoba publiczna zostanie oskarżona o korupcję lub… molestowanie, nie ma znaczenia jak bardzo skutecznie dowodzi swej niewinności! Samo oskarżenie niszczy reputację danej osoby. W przypadku naukowców „anty-GMO” mamy do czynienia z analogiczną sytuacją. Negatywna opinia na ich temat pozostaje, nawet jeśli udowodnią, że ich badania prowadzone były rzetelnie! Jane Goodall skomentowała to w taki sposób:

Jednym z najbardziej denerwujących aspektów całego problemu z GMO jest to, że obawy naukowców i innych ludzi są ignorowane, lekceważone albo wyśmiewane.
Jane Goodall (2014)

4. GMO nie szkodzi, ale jego bezmyślne wykorzystanie TAK!

Technologia GMO przypomina w pewnym sensie projektowanie broni jądrowej – która nie stanowi zagrożenia dopóki znajduje się w zbrojowni. Problemem nie jest „istota” broni, ale samo jej wykorzystanie. GMO jest używane przez korporacje takie jak Monsanto, DuPont, Syngenta, The Dow Chemical Company, BASF oraz Bayer. Czy istnieje możliwość wykorzystywania GMO w bardziej słusznym celu niż ich uodpornienie na herbicydy i pestycydy. Prawdopodobnie tak, ale za takim działaniem nie stoją pieniądze wielkich korporacji. Wprowadzenie GMO to przyzwolenie na wszystkie działania, za które krytykowane byłyby wymienione przeze mnie megafirmy – szczególnie Monsanto (aktualnym właścicielem jest niemiecki koncern Bayer, który wykupił konkurencyjną markę za 66 miliardów dolarów).

5. Super chwasty i przyszłość nowych herbicydów

Monsanto modyfikuje swoje produkty w taki sposób, aby stały się odporne na herbicyd Roundup – najczęściej stosowany na świecie środek chwastobójczy (taką cechę posiada 93% nasion soi), którego główną substancją czynną jest rakotwórczy glifosat. Nikt, kto pracował przy projekcie genetycznie modyfikowanej kukurydzy Bt nie spodziewał się, że chwasty z czasem wytworzą odporność na stosowany przeciwko nim Roundup. Obecnie znane są dwadzieścia cztery „super chwasty” odporne na ten herbicyd. Propozycją Monsanto skierowaną do rolników było „używanie mieszanki różnych środków chwastobójczych”. Inne korporacje poszły o krok dalej i zaczęły ponownie wprowadzać na rynek wcześniej wycofane produkty chwastobójcze.

Firma Dow AgroSciences stara się o zgodę na wprowadzenie nasion zmodyfikowanych w taki sposób, aby były odporne nie tylko na glifosat ale również herbicyd Enlist. Jest on oparty na kwasie 2,4-dichlorofenoksyoctowym, który był głównym składnikiem „czynnika pomarańczowego” (Agent Orange), preparatu fitotoksycznego stosowanego w trakcie wojny w Wietnamie. Z tej perspektywy, GMO przypomina bombę w rękach szaleńca a nie technologię, która spełni nasze „prawdziwe” oczekiwania.

6. Alternatywa: rolnictwo ekologiczne, organiczne i permakultura

Zwolennicy GMO argumentują, że stosowanie tzw. konwencjonalnego rolnictwa (oraz tego, które jest oparte na GMO) jest konieczne, aby móc zaspokoić potrzeby konsumentów. Argument ten zmierza do przyznania, że tzw. rolnictwo ekologiczne, ze względu na zwiększone koszty produkcji oraz cenę końcową, jest za mało wydajne.

Jest to prawdopodobnie najskuteczniejszy argument, z którym najtrudniej się zmierzyć przeciwnikom GMO. Naiwne jest jednak stwierdzenie, że samo GMO stanowi lekarstwo na plagę głodu w krajach trzeciego świata – to w sumie tak, jakby zupełnie nie rozumieć globalnej stratyfikacji pomiędzy bogatymi a biednymi krajami. Nie dziwi mnie, że biotechnolodzy są pełni optymizmu, gdyż to nie oni w swoich badaniach zajmują się problemami „społecznymi” – tym bardziej w globalnej perspektywie.

Marcin Gerwin w książce „Żywność przyjazna dla klimatu” zauważył, że:
– jeżeli przeliczymy światowe zbiory żywności na kalorie, to okazuje się, że w 2009 roku na jedną osobę przypadało 2831 kalorii dziennie, czyli znacznie więcej, niż potrzebne jest, by wyżywić całą ludzkość.
– sednem problemu jest to, że wielu ludzi nie stać na kupienie wystarczającej ilości żywności, pomimo tego, że są głodni.
– przyczyną głodu jest w znacznej mierze nieodpowiedni system ekonomiczny, niewłaściwa organizacja państwa i społeczeństwa, nieodpowiednie praktyki rolnicze (degradujące glebę) a nade wszystko, brak sprawnej demokracji, dzięki której można by było to naprawić.
W innych rozdziałach Gerwin wskazuje zalety prowadzenia upraw ekologicznych, których szczegółowe wyjaśnienie wykraczałoby poza główny cel niniejszego artykułu. Żywność ekologiczna, jako alternatywa dla upraw konwencjonalnych, będzie osobnym tematem, którym zajmować się będę w przyszłości.

Konkluzja

Rozwój rolnictwa ekologicznego oraz dobrych nawyków konsumenckich, takich jak kupowanie produktów lokalnych, jest olbrzymią szansą dla polskiego rolnictwa, a także szansą na rozwój eksportu polskiej żywności. Jest to segment gospodarki krajowej, którego naturalną przyszłością będzie rozwój.

Zwolennicy GMO odwołują się najczęściej do testów laboratoryjnych. Odcinają się oni od złych praktyk zastosowania tej technologii. Uparcie udają, że nie stanowią one głównego sporu w tej debacie. Przeciwnicy zaś, wolą traktować korporacje jako drugą stronę tego samego medalu. Ich najpoważniejszy problem polega jednak na krytykowaniu „technologii” samej w sobie. To skazuje ich na oskarżenie o nienaukowość oraz „ideologiczność”, która niestety, czasami przypomina religię.

Firmy z wielomilionowym budżetem na PR szerzą fałszywe informacje, a rządy krajów rozwijających się są poddawane naciskom, by wprowadzały uprawy GMO w swoim rolnictwie. W latach 1999-2010 firmy biotechnologiczne wydały ponad pięćset czterdzieści siedem milionów dolarów na lobbing w Kongresie, a w latach 1999-2010 wydano dwadzieścia dwa miliony dolarów na kampanie polityczne.
Jane Goodall (2014)

Dlaczego jedzenie smakuje jak zmiksowany papier, pachnie tak samo i jest coraz droższe?
Marcin Popkiewicz (2012)